ONI I WOJNA: Jack London


Cykl tekstów “ONI I WOJNA przedstawia sylwetki pisarzy i wpływ, jaki na ich twórczość i życie wywarła wojna. Rozpocząłem go tekstem poświęconym J.R.R. Tolkienowi. Drugi dotyczy Jacka Londona (1876-1916), pisarza niesłusznie zapomnianego, źle odczytanego i zredukowanego do roli ikony młodzieżowej powieści przygodowej. Tymczasem ta twórczość stanowi zaledwie niewielką część bogatej spuścizny pisarza. Owszem, piękną i wyjątkową, ale tylko część. Zdaniem wielu współczesnych literaturoznawców chyba żaden pisarz należący do kanonu literatury nie jest tak fałszywie rozumiany i oceniany jak London. I chyba żaden nie padł ofiarą tak wielu uproszczeń w ocenie głoszonych poglądów politycznych i społecznych, jak też nie poniósł tak daleko idących tego konsekwencji. Dziś wielu historyków uważa, że gdyby w latach 40. XX w. amerykańskie dowództwo na Pacyfiku zapoznało się wnikliwie z jego korespondencjami z frontu wojny rosyjsko-japońskiej (1904-05), II Wojna Światowa w tej części globu mogła przybrać dużo korzystniejszy dla Stanów Zjednoczonych przebieg.

J_London_writing_1905Jack London

Rosja kontra Japonia

W początkach dwudziestego stulecia w wielu miejscach na świecie wzmagać się zaczęły nastroje militarystyczne. Uwagę świata przykuł zwłaszcza konflikt na Dalekim Wschodzie. Królestwo Korei, na skutek wewnętrznego osłabienia, straciło zdolność politycznej niezależności i stało się przedmiotem konfliktu między carską Rosją, a odbudowującą swoją potęgę Japonią. Trzydzieści lat wcześniej wielcy japońscy posiadacze ziemscy obalili uciążliwe rządy szogunów i przywrócili na tron cesarza. To dało impuls. Japonia zaczęła się w niesłychanym tempie rozwijać, a jej przemysłowa potęga budziła podziw całego świata. W tym samym czasie Rosja była z kolei w toku energicznej ekspansji terytorialnej. Dotarła nad Pacyfik, gdzie zbudowała potężny port we Władywostoku, ale to nie zaspokajało ambicji cara. Port przez dużą część roku był skuty lodem i Rosjanie, by uzyskać stały dostęp do oceanu skłonili osłabione Chiny do wydzierżawienia położonego za zachód od Korei Port Arthur (obecnie Lüshun) nad Morzem Żółtym. Japonia poczuła się zagrożona, gdyż Port Arthur leżał na Półwyspie Liaotuńskim, który po zwycięstwie nad Chinami w 1895 r., znajdował się w jej strefie wpływu. Głowy Japończyków rozgrzały się, gdy Rosjanie – dla wzmocnienia portu – podjęli się budowy odnogi kolejowej przez Mandżurię. Świat wstrzymał oddech, a amerykańscy i europejscy wydawcy rozpoczęli gorączkowe poszukiwania korespondentów wojennych. Jednym z nich – zatrudnionym przez kalifornijski Examiner – został 28-letni Jack London, opromieniony bezprzykładnym sukcesem opowieści o psie Bucku, który został porwany od kochającej go rodziny, po czym stoczył heroiczną walkę o przetrwanie w dzikich ostępach Alaski Powieść ta, znana kilku pokoleniom czytelników na całym świecie pod nazwą „Zew krwi”, wciąż cieszy się dużą popularnością, podsycaną wzruszającymi filmami familijnymi.

Na własną rękę

Wraz z Londonem do Japonii wyruszyła cała masa wysłanników (w tym słynny Dick Davis), już podczas podróży zacierająca ręce na krwawą jatkę, jaką podejrzewano zobaczyć na Dalekim Wschodzie. W Tokio zakwaterowano ich w hotelu Imperial, gdzie mieli czekać, aż japońskie władze zorganizują wyjazd do Korei. Oczekiwanie to przeciągało się ponad miarę. London, jako jeden z pierwszych dostrzegł, że Japończycy ich oszukują, że żadnej wyprawy do Korei nie zamierzają im zorganizować, a kwaterunek w Imperialu to de facto zamknięcie w klatce. Wymknął się z hotelu, by przedostać się do Korei na własną rękę.  Droga i perypetie Londona podczas tej podróży mogłyby posłużyć za scenariusz sensacyjnego thrillera. Wyruszył pociągiem z północy na południe Japonii, by drogą morską, podłej jakości statkiem, okrążyć Półwysep Koreański i dostać się do Seulu. Niestety po drodze władze japońskie zarekwirowały statek. London, który był przekonany, że działania wojenne rozpoczną się lada moment, nie miał chwili do stracenia. Musiał za wszelką cenę dotrzeć do Korei, ale sposób, w jaki to zrobił, był skrajnie niebezpieczny. Najlepiej oddają to słowa innego reportera Roberta Dunna, który tak jak on na własną rękę opuścił Tokio, a którego odnalazł w porcie Czemulpo: „Nie poznałem go. Był istną ruiną człowieka. Miał odmrożone uszy, odmrożone palce u rąk, odmrożone stopy”. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że gdyby London nie był człowiekiem morza, to ta samowolka skończyłaby się dla niego tragicznie.

Wojujące żółte niebezpieczeństwo

Sposób relacjonowania wojny przez Londona był bardzo realistyczny i wnikliwy. Jego obserwacje były zwięzłe, celne, ale nosiły piętno uprzedzeń rasowych, od których pisarz się nawet nie odżegnywał. O Japończykach bezceremonialnie pisał „wojujące żólte niebezpieczeństwo” porównując ich do „szarżujących świń pekari z południowej Afryki”.  Lodnona raziły sprzeczne z wzorcami utrwalonymi w kulturze zachodniej aspekty kulturowe Azjatów. Służalcze udawanie, podstępne atakowanie wroga, atak bez wypowiedzenia wojny czy okrutne traktowanie zwierząt. O zdarzeniu, kiedy Japończycy pokazali reporterom celę z jeńcami rosyjskimi, opowiadał, że odczuł przypływ rasowej sympatii dla uwięzionych, których oczy były bardziej niebieskie od jego własnych. Te wtręty w pewnym sensie zaważyły na ocenie jego korespondencji, choć w swej istocie wnioski z nich płynące były bardzo trafne. London obserwował front z bliska, inaczej niż większość korespondentów. Zauważył przede wszystkim, że Japończycy nie cenią życia tak, jak ludzie Zachodu. Ich generalicja nie ulega presji opinii  publicznej na takiej zasadzie jak ulegają w Stanach Zjednoczonych czy w Europie domagając się rozliczenia z kosztów wojny. Japońskie społeczeństwo domaga się zwycięstwa, wspaniałego i bez względu na koszty. „Taka jest już ich natura, że nic, z wyjątkiem totalnego unicestwienia, nie jest w stanie ich zatrzymać”. W innym miejscu skonstatował: „Zawsze parli naprzód i nigdy się nie wahali. Dwakroć wzmacniali swoje szeregi, pokonując biegiem niczym nie osłoniętą piaszczystą plażę pod nieustajacym, zmasowanym ogniem wszystkich baterii artyleryjskich”.

Nie odrobiona lekcja

London zdawał sobie sprawę, że konflikt sprowokowali Rosjanie, ale od początku przypuszczał, że Japończycy potraktują to jako okazję do zademonstrowania swojej siły. Twierdził, że pokonanie Rosji będzie wyzwaniem rzuconym białemu człowiekowi, na co Ameryka powinna zwrócić szczególną uwagę w kontekście utrzymania status quo na Pacyfiku.  Japońska marynarka okazywała bowiem niebywałą ruchliwość umiejętnie przerzucając swoje siły z jednej linii frontu na drugą, stosując przy tym taktykę – bardzo mocno przez Londona krytykowaną – frontalnego ataku na pozycje wroga. Według tego samego schematu, okupionego wprawdzie dużymi stratami ludzkimi, Japonia opanowała podczas II Wojny Światowej niemal większość wysp basenu Oceanu Spokojnego, nie wahając się w swym fanatyzmie przed zaatakowaniem baz amerykańskich. Nawet gdy byli zmuszeni do odwrotu i odpierania ataku wściekle się odgryzali, czego doskonałym przykładem była obrona Okinawy w 1945 r., w której wprawdzie ulegli potędze amerykańskiej, ale zadali jej wielkie straty powtarzając wiele rozwiązań taktycznych zastosowanych w 1904 i 1905 r. przeciwko Rosjanom (np. ataki nocne, manewry na tyłach wroga, kontruderzenia). „Japończycy są narodem żołnierzy – pisał London w jednej z korespondencji – ich szeregowcy są żołnierzami i ich oficerowie też są żołnierzami. Patriotyzm jest ich religią i w imię ojczyzny umierają męczeńską śmiercią, tak jak przedstawiciele innych narodów oddają życie za swoich bogów„.

Triumf pisarza

Wojna rosyjsko-japońska uczyniła Londona bogatym. Za swoją ciężką i ofiarną pracę został sowicie wynagrodzony (cztery tysiące dolarów to były na prawdę olbrzymie pieniądze). Jego relacje były porywające nawet wówczas, gdy nie miał w nich nic do zrelacjonowania. W dodatku przywiózł ze sobą bogaty materiał zdjęciowy, powszechnie uznawany za najpełniej oddający przebieg konfliktu. Przed swoim powrotem do kraju odwiedził jeszcze w Tokio Dicka Davisa, który napisał potem: „Bardzo mi się spodobał. Jest prostolinijny i skromny, emanuje z niego niezwykła siła i witalność. Jest głęboko zniechęcony do wspaniałych małych ludzików i twierdzi, że irytacja to jedyne uczucie, z jakim wyjeżdża”. Davisowi, najbardziej doskwierała zapewne świadomość, że oto on, najsłynniejszy amerykański korespondent wojenny, dał się zamknąć Japończykom w Hotelu Imperial. „Bardzo mu zazsdrościłem, gdyż dzięki swej odwadze i przemyślności zobaczył wojnę, na którą ja nawet nie wyruszyłem” – napisał. Zdaniem krytyków i biografów, swoim krótkim czterdziestoletnim życiem napisał wspaniałą powieść, w wielu wypadkach ciekawszą od tych, które wyszły spod jego pióra.

Wojciech Stańczyk

Literatura tematu:

James L. Haley: Wilk. Szlaki życia Jacka Londona, Świat Książki 2012

300_0_productGfx_c82e00a19ca225b45ae670da03f6bd61

Reklamy

Posted on Styczeń 11, 2013, in II Wojna Światowa na Pacyfiku, Wojna rosyjsko-japońska 1904-05, Wydawnictwo Świat Ksiązki and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: