Proces Miloszewicia


proces miloszewiciaCzym tak na prawdę była wojna w Jugosławii, o co walczono i kto z kim, to wciąż dla polskiego czytelnika temat właściwie nieznany i poruszany bardziej przez polityków i specjalistów od stosunków międzynarodowych, niż historyków.  Proces Slobodana Milosevicza, byłego prezydenta Jugosławii, a potem Serbii, miał – jak sądzono – dać odpowiedź dlaczego do tej wojny doszło. Miloszevic zmarł w 2006 r.  w Hadze, nim w rzeczywistości zdążono mu uzasadnić stawiane mu zarzuty.  O tym, że proces ten okazał się być porażką międzynarodowego i wielce prawdopodobnym uniewinnieniem oskarżonego traktuje książka „Proces Milosevicza”, autorstwa Germinala Civikova.

Sprawa zbrodni popełnionych w Jugosławii (zadawnym sobie w równym stopniu przez Serbów, Chorwatów, Bośniaków i Albańczyków z Kosowa) była przeolbrzymia i to nie podlega dyskusji. Zachowanie instytucji międzynarodowych, zarówno w trakcie konfliktu, jak i po nim budzi jednak sporo kontrowersji. Proces Slobodana Miloszewicia, przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym ds. byłej Jugosławii skompromitował – zdaniem wielu autorytetów z zakresu prawa karnego – międzynarodowe sądownictwo w tym zakresie. Śmierć oskarżonego wybawiła tę instytucję z opresji, jaką byłoby uznanie Miloszewicia za niewinnego, a na to, wobec kruchości dowodów i kompromitujących zeznań składanych przez świadków, poważnie się zanosiło. Jak to możliwe?

Procesowa farsa

Proces Miloszewicia, powszechnie przez opinię publiczną uważanego za dyktatora, tyrana i rzeźnika, już na wstępie rozpoczął się od poważnego błędu samego Trybunału, którego przewodniczący sędzia Richard May wyraził nadzieję, że proces odbędzie się szybko i zakończy się ogłoszeniem winy oskarżonego, zaś główna oskrżycielka Carla del Ponte, że powinna to być kara dożywocia. Del Ponte wniosła akt oskarżenia liczący 66 zarzutów, pod których ciężarem – jak przekonywała opinię publiczną – były dyktator się ugnie. I taka właśnie narracja ukazana została przez media na całym świecie. Zdaniem Civikova, jak też większości prawników, były to kompromitujące błędy procesowe. Prowadzący sprawę sędzia nie może z góry uznać winy oskarżonego, a prokurator ograniczyć swego wywodu do wniesienia o wysokości kary. To by oznaczało, że cały proces nie ma sensu. Oskarżony nie ma nic na swoją obronę i proces zamienia się w farsę. Wyznaczony do sprawy sędzia “z urzędu” przekonywał zaś Miloszewicia, że będzie wnosił o jak niższy wymiar kary, na co ten zrezygnował z posiadania tego typu obrońcy i od początku bronił się sam.

FORMER YUGOSLAV PRESIDENT MILOSEVIC IS ESCORTED INTO THE COURTROOM BY A UN SECURITY OFFICER AS ...

Slobodan Milosevic podczas procesu w Hadze

Prezentacja tych stanowisk, zeznań świadków i „świadków” oraz ekspertów i „ekspertów” (wzięcie w cudzysłowy jest mojego autorstwa) uwidacznia jak nie przygotowana lub owładnięta propagandą była haska palestra. Haska w sensie miejsca, gdzie proces się toczył, gdyż skład sędziowski i prokuratorski był międzynarodowy. Trybunał, jak wynika z zeznań, był cały czas w defensywie. Sędziowie i prokuratorzy – pomijając już wspomniany fakt zamiany swoich ról – byli z konsekwencją obnażani przez oskarżonego  ze swych kompetencji, a właściwie z wątpliwej  ich jakości, zaś brani w krzyżowy ogień jego pytań świadkowie najzwyczajniej gubili się w zeznaniach. Tak jakby zapomnieli lub nie wiedzieli, że były prezydent Jugosławii, wprawdzie był zadeklarowanym komunistą, to jednak zawodowo był prawnikiem i będąc prezesem największego jugosłowiańskiego banku, wystarczająco dobrze poruszał się w zawiłościach systemów politycznych, finansowych i prawnych obowiązujących w Europie i na świecie.

(Nie) wiarygodność świadków

W przebiegu procesu Civikov zauważył, że linia obrony Miloszewicia, zmierzała nie tyle ku zrzuceniu z siebie odpowiedzialności, ale ku wykazaniu, że przedstawione dowody nie stanowią potwierdzenia stawianych mu zarzutów oraz ku podważeniu wiarygodności świadków. Ciekawy jest m.in. dialog, jaki w krzyżowym ogniu pytań przeprowadził z albańskim komendantem z kosowskiej wsi Raczak. Był nim Shukri Buja, który przedstawiał się jako więzień polityczny, który został skazany na 15 lat za udział w demonstracji. Milosević dość szybko sprowadza jego, jak też sąd i prokuraturę na ziemię. Buja nie sądził chyba, że Milosević aż tak dobrze zapamięta jego przypadek, a oskarżyciel, że w jego zeznaniach jest coś nie tak i warto byłoby je skonfrontować z rzeczywistością. Buja przyznaje się do konfabulacji. Nie było to 15 lat, a 13 i nie za udział w demonstracji, a za napad przy użyciu broni na policjantów.  W dodatku nie odsiedział 13 lat, a tylko cztery, a jeden z zaatakowanych policjantów był jego albańskim pobratymcem.  Naciskany przez oskarżonego przyznaje, że nim Serbowie dokonali masakry na mieszkańcach wioski Raczak, na długo przed tym większość mieszkańców wioskę opuściła, po czym zbudowany tam został system bunkrów, okopów i rowów strzeleckich.  Obrońcy zaś byli bardzo dobrze wyposażeni w broń automatyczną, moździerze i granatniki, co stało w sprzeczności z wcześniejszymi zeznaniami, że bronili się jedynie przy użyciu broni myśliwskiej.

Lektura książki pozwala wysnuć jeszcze jeden wniosek, że sam proces Miloszewicia miał jakieś inne tło. Skoro z góry uznano go winnym, to o co chodzi? Jaki był cel tego postępowiania? Wśród wielu obserwatorów sprawa mogła mieć związek z usprawiedliwieniem ataku NATO na Jugosławię (słynna akcja nalotów lotniczych Allied Force), które nastąpiło z pogwałceniem prawa międzynarodowego, jakim jest w tym przypadku rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ. Dziś możemy to uznać za spekulację, gdyż wraz ze śmiercią oskarżonego wiele pytań pozostało bez odpowiedzi. Wydaje się jednak, że byłemu prezydentowi Serbii nie dano prawa do obrony, odmawiano też odpowiedzi lub odbierano mu głos, zresztą w perfidny sposób wyłączając mikrofon – Miloszewić odcięty był bowiem od sali sądowej barierą z pleksi i była to jedyna forma komunikacji. Wyglądało to np. tak, że składane przez Miloszewicia pytania do świadka przerywane były przez sędziego jako nieważne lub niestotne. Civikov zamieszcza wiele tego typu sytuacji, które nie tylko wywoływały irytację oskażonego – często dopiero po jakimś czasie orientował się, że mówi tylko do pilnujących go policjantów, ale w ogóle nie uzasadniały takiej decyzji. Co więcej, przedstawiano to wówczas w mediach jako konieczność wobec buty oskarżonego.

Przepowiednia Del Ponte

Śmierć Miloszewicza pokazuje, że prokurator Carla del Ponte miała rację. Miloszewić dokończył swe życie za kratami. Jednak ani jako winien zarzutów, które mu postawiła, ani nie dostając szansy oczyszczenia się z nich. To dowód na to, że wciąż jest wiele punktów zapalnych w różnych miejscach świata, których rozstrzygnięcie na drodze pokojowej jest szalenie trudnie, a międzynarodowe interwencje zbrojne w takich krajach przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego.
Proces ten pokazał również, że społeczność międzynarodowa jest pod wieloma względami zmanipulowana przez media, które bez zastanowienia i głębszej analizy przejmują z góry ustaloną narrację.

Wojciech Stańczyk

Reklamy

Posted on Luty 3, 2014, in Wojna w Jugosławii and tagged , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: