Category Archives: Holokaust

Sprawiedliwi

        W roku 1963 państwo Izrael powołało do życia komisję badającą skalę pomocy udzielanej przez Narody Świata eksterminowanym podczas II wojny światowej Żydom. Yad Vashem w Jerozolimie, instytucja Sprawiedliwi. Jak Polacy ratowali ?ydów przed zag?ad?założona specjalnie w tym celu, po skrupulatnej weryfikacji (m.in. potwierdzone notarialnie zeznanie uratowanego) zaczęła następnie przyznawać medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” z wybitymi nań personaliami. Jak do tej pory medalem tym odznaczonych zostało ponad 6 tys. Polaków (25% wszystkich odznaczonych), ale wiadomo, że skala pomocy była wielokrotnie wyższa. Niektórzy historycy – jak podaje Grzegorz Górny w najnowszej książce wydawnictwa Rosikon „Sprawiedliwi. Jak Polacy ratowali Żydów od Zagłady” – mówią, że liczba Polaków zaangażowanych w tę pomoc mogła wynieść nawet milion osób.

Grzegorz Górny opisuje mechanizmy działania Niemców w Generalnej Guberni. Przeplata je opowieściami o ludziach, ich postawach, reakcjach na zastaną rzeczywistość. Wspomnienia świadków – ocalonych przez Polaków – są plastycznym uzupełnieniem książki. planu zagłady, którego poszczególne punkty krok po kroku realizowała na terenie okupowanej Polski nazistowska machina śmierci. Jej przedstawiciele, „naród panów”, widzieli w Polakach podludzi, Żydów zaś wogóle wykluczyli z gatunku ludzkiego, poddając ich masowej eksterminacji. Żyd nie był człowiekiem, był insektem. – Każdy bez wyjątku Żyd, którego pochwycimy, będzie podlegać eksterminacji. Jeżeli nie uda nam się zniszczyć biologicznych podstaw żydostwa, to pewnego dnia Żydzi zniszczą naród niemiecki – mówił w Oświęcimiu Rudolfowi Hessowi Reischfurher SS Heinrich Himmler, wizytujący KL Auschwitz-Birkenau.

Polacy, również skazani byli na wytępienie, ale nim to się miało dokonać, wciągnięci zostali – w ramach powszechnego szerzenia antyżydowskiej propoagandy – w system deprawacji, odwołujący się do dwóch negatywnych uczuć: strachu i chciwości. Z jednej strony pod karą śmierci zabroniono jakiejkolwiek pomocy Żydom, a z drugiej obiecywano nagrody pieniężne za wskazanie każdego ukrywającego się przedstawiciela tego narodu.  Ten system był dopełnieniem niemieckiego terroru.

Szmalcownictwo

Górny przytacza opinie historyków, którzy zjawisko „czarnego marginesu”, czyli m.in. szmalcownictwo (wydawania Niemcom Żydów lub wymuszanie na nich okupu za nie wydawanie), przypisują głównie demoralizacji  i patologii społecznej, dzięki którym rodzą się sprzyjające warunki dla szerzenia się postaw bierności i zobojętnienia. Socjologowie – opisując to zjawisko – również zwracają uwagę na masowe ujawnienie się najniższych instynktów będące właśnie skutkiem załamania się porządku publicznego i upadku obowiązujących norm. – Struktura normalnie funkcjonującego społeczeństwa, ze swymi prawami i instytucjami stabilizuje sytuację, gdyż pozwala kontrolować ludzkie zachowania zgodnie z przyjętymi regułami moralnymi. Gdy tego zabraknie próżnia społeczna pociąga za sobą zapaść etyczną – pisze Górny.

W większości relacji ocalałych z Holocaustu pojawia się motyw nieustannego strachu przed szmalcownikami. Marek Edelman – cytowany przez autora – wspominał, że gdy przechodziło się na „aryjską stronę”, to wrogiem był każdy, bo nikt nie miał na czole napisane, że cię wyda. Wg brytyjskiego historyka Gunnara S. Paulssona, w okupowanej Warszawie mogło być ok. 3-4 tysięcy szmalcowników i szantażystów, a zaangażowanych w pomoc Żydom od 70 do 90 tys. mieszkańców stolicy.  David Cesarani, znany historyk żydowskiego pochodzenia w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, w zdecydowany sposób odpierał utrwalone na Zachodzie stereotypy o wydawaniu Żydów przez Polaków. To zjawisko miało miejsce, ale przez lata komunizmu, utrwaliła się narracja, której polskie władze za żelazną kurtyną nie zauważały, a polskiej emigracji nie udawało się przebić . Dopiero w latach 80. po filmie „Szoah” Claude’a Lanzmanna, bardzo krytycznym wobec Polaków, rozgorzała poważna dyskusja. Tyle, że przez dziesięciolecia ten stereotyp „zapuścił korzenie”, przesiąkły nim podręczniki i utrwalił się w świadomości mieszkańców Zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych.

szoah

Film Claude’a Lanzmanna wskazywał m.in. na współudział Polaków w Zagładzie.

– Szmalcownicy istnieli – mówi Cesarani, ale „polskie państwo podziemne i społeczeństwo, patrzyło na te osoby krytycznie. Poddawano ich ostracyzmowi. To nie było coś, czym można się było pochwalić w towarzystwie. Dziś wiemy, że członkowie AK zabijali szmalcowników jako kolaborantów. Znamy przypadki, że zwykli ludzie, widząc na ulicy, że ktoś chce wydać Żyda, reagowali stanowczo. Odciągali takich ludzi, a Żydom pomagali w ucieczce. Działo się to spontanicznie, mimo niemieckiego terroru i surowych konsekwencji. Robili to zwykli przechodnie. Polscy patrioci uważali, że wydanie żydowskiego współobywatela Niemcom to czyn haniebny moralnie. Hańba dla honoru Polaków. To przeczy mitowi, w który wierzyliśmy na Zachodzie przez tyle lat – że szmalcownicy wydawali Żydów, a reszta polskiego społeczeństwa była obojętna”.

Sprawiedliwi w Kościele

Kolejnym stereotypem, który utrwalił się przez dziesięciolecia była rzekoma bierność Kościoła Katolickiego i wspólnot oraz organizacji kościelnych. Górny przypomina, że oficjalny protest nie mógł zaistnieć w jakikolwiek sposób, gdyż duchowieństwo same było poddane prześladowaniom. Według oficjalnych danych, w czasie II Wojny Światowej na terenach polskich okupowanych przez III Rzeszę, śmierć poniosło 17 proc. duchowieństwa (1932 księży diecezjalnych, 580 zakonników i 289 sióstr zakonnych), w tym blisko tysiąc w samym obozie w Dachau. Są w tej grupie również księża i zakonnice, którzy zginęli za niesioną Żydom pomoc. Należy podkreślić, że sprawa pomocy Żydom w wielu miejscach miała charakter nieformalnych zaleceń biskupich, które obejmowały m.in. wydawanie sfałszowanych metryk chrztu (wydali takie m.in. arcybiskup krakowski Adam Sapieha, lwowski Andrzej Szeptycki, wileński Romual Jałbrzykowski i warszawski Stanisław Gall) dzieciom żydowskim, a następnie umieszczanie ich w sierocińcach prowadzonych przez zakony żeńskie.

siostry_franciszkanki_2

Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi ocaliły kilkaset żydowskich dzieci umieszczając je w swoich sierocińcach

Szczególne zasługi położyło tu zwłaszcza Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, którego przełożoną w warszawskiej prowincji była Matylda Getter, zaprzyjaźniona z Zofią Kossak-Szczucką. Współpracując z „Żegotą” umieściła w podległych placówkach kilkaset dzieci skazanych na śmierć.

Najbardziej chyba dobitnym przykładem jak dalece i ten stereotyp się niesprawiedliwie zagnieździł, świadczy przykład ks. Marcelego Godlewskiego z Warszawy, proboszcza parafii Wszystkich Świętych. Przed wojną kapłan ten był znany z sympatii endeckich i ze swoich antysemickich poglądów, czemu dawał wyraz ostrym piórem. Podczas okupacji jego kościół i plebania znalazły się w granicach getta. Ocenia się, że wraz ze swoim wikarym ks. Antonim Czarneckim mógł uratować od tysiąca do trzech tysięcy Żydów. Zapewne nie był to przypadek odosobniony, ale jest głośny, gdyż o jego postawie napisał prof. Ludwik Hirszfeld, światowej sławy mikrobiolog i bakteriolog, odkrywca grup krwi, którego Godlewski przetrzymał na swojej plebanii. „Gdy wymiawam to nazwisko – pisał Hirszfeld – ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. (…) Gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz to nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom”.

Sąsiedzi

Szewach-Weis

Szewach Weiss – uratowany przez sąsiadów – zwykł o sobie mówić „Człowiek z innej stodoły”, gdyż w takim miejscu był ukrywany.

W 2000 r. ukazała się głośna książka Tomasza Grossa pt. „Sąsiedzi”, opowiadająca o masakrze w Jadwabnem.Upowszechniła ona masowe zabójstwo ludności żydowskiej w tej miejscowości, którego mieli dokonać spontanicznie Polacy. W wydarzeniu tym faktycznie brali udział Polacy, ale jak wykazało śledztwo IPN, było ono inspirowane przez Niemc

ów, a podana przez Grossa liczba ofiar – 1600 osób – była kilkakrotnie zawyżona. Ekshumacje oraz kwerenda w archiwach wykazały, że w pogromie życie straciło ok. 340 Żydów, przeważnie spalonych żywcem w stodole. Górny odnosząc się do tego wydarzenia przywołuje wiele sytuacji zupełnie odmiennych. Nie do oszacowania jest liczba pogromów, jakich dokonywali na całych wsiach Niemcy, w odwecie za udzielenie pomocy Żydom. Okupant stosował odpowiedzialność zbiorową wychodząc z założenia –

zresztą słusznego, że ludzie naogół wiedzieli o tym, kto ukrywa i udziela pomocy Żydom, a mimo obowiązku

zgłaszania takich przypadków nie wydawali sąsiadów. Przytacza też słowa Szewacha Weissa, który ocalał ukrywany m.in. w stodole w Borysławiu, wypowiedziane podczas uroczystości w Jedwabnem: „ja profesor Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce, miałem okazję spotkania w życiu również innych sąsiadów. Dzięki nim i ja, i moja rodzina przeżyliśmy Holocaust. Dzięki nim mogę teraz stanąć przed wami. W swoim życiu poznałem także inne stodoły, w których ukrywano Żydów”. Z kolei Nechama Tec, amerykańska socjolog również ocalała z Holocaustu stwierdziła: „Ratujący byli świadomi kary, ale nie myśleli o tym. Wierzyli, że jakoś dadzą sobie radę. Jeśli byli religijni, myśleli, że Bóg im pomoże, a jeśli komunistami, mówili, że ideologia zwycięży”.

Wojciech Stańczyk

Gorny22Grzegorz Górny (ur. 1969)dziennikarz i publicysta.  Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. W 1994 roku wraz z Rafałem Smoczyńskim stworzył kwartalnik „Fronda”, który redagował przez 11 lat. W latach 1995-2001 współtworzył też program telewizyjny pod tym samym tytułem.  Autor filmów dokumentalnych z serii Raport Specjalny dla Telewizji Polsat; współautor reportażu na temat działalności Wojskowych Służb Informacyjnych w polskich mediach telewizyjnych w latach 90. wyemitowanego magazynie reporterskim 30 minut. Od października 2007 do 14 kwietnia 2012 znów był redaktorem naczelnym kwartalnika „Fronda”. W grudniu 2012 został publicystą tygodnika „W Sieci”.

Reklamy

Przed aron ha-kodesz

Lizzie Doron: Dlaczego nie przyjechałaś przed wojną? WWL Muza, 2012

Aron ha-kodesz (j. hebr. „święta szafa”) to miejsce w synagodze, w którym przechowuje się zwoje Tory. W ten właśnie sposób Helena, główna bohaterka książki Lizzie Doron, nazywała część swojej szafy, do której nikt inny nie miał dostępu, a wejścia do niej strzegł mały zardzewiały klucz noszony przez bohaterkę cały czas przy sobie. O tym, co skrywa szafa, jaką przechowuje tajemnicę, jej córka Elizabeth (alter ego Lizzie Doron) dowie się dopiero po wielu latach, gdy Helena rozpocznie swoją „ostatnią życiową podróż”, to znaczy dozna udaru mózgu, a w konsekwencji – jak ujmuje to autorka – przeniesie się „ze świata doczesnego do tego, który nadchodzi po nim”.  Piękna i wzruszająca opowieść córki o swojej matce. Kilkanaście z pozoru błahych opowiastek, ukazujących jak wielkie piętno na życiu tej kobiety wywarł czas II Wojny Światowej i widok okropności, których sama doświadczyła. Opowiastek z przeszłości, dopełnionych niekiedy refleksją jak najbardziej współczesną, rozjaśniającą tajemniczy świat, w którym żyła bohaterka.

Helena to żydówka ocalała z holokaustu, która po wojnie trafia do Izraela. O swojej przeszłości mówi niewiele, a i to w sposób zawoalowany, nie wprost i raczej skłaniający do samodzielnego wyciągania wniosków. Pochodzę „stamtąd” – zwykła obrazowo odpowiadać, gdy już ktoś o jej przeszłość zapytał, czasem dopowiadając, że z „wielkiego miasta”.  Pod koniec książki dowiemy się, że stamtąd to Polska, a wielkie miasto to Kraków, choć właściwym miejscem urodzenia Heleny jest jakaś podkrakowska wieś.  Pod koniec książki dowiemy się też, gdzie dokonała się stygmatyzacja psychiki kobiety i z jakim miejscem wiążą się np. jej koszmary senne.  To Buchenwald. „Pamiątki” po okresie pobytu w obozie koncentracyjnym Helena skrywała przez całe życie w swoim symbolicznym aron ha-kodesz,  w zamkniętej dodatkowo na kłódce walizce. „W walizce – pisze Doron – znalazłam robaki, larwy, pasiak, w którym było więcej dziur niż materiału, żółte łaty, chodaki i zapach śmierci”.

Książka nie jest jeszcze jednym świadectwem okropności holokaustu, nie zawiera drastycznych opisów obozowego życia. Helena nie epatowała tym córki, nie wyjawiała szczegółów, choć strzępy takich informacji gdzieniegdzie – również nie wprost i raczej w sposób niezamierzony – zdarzyło się jej ujawnić. Jest natomiast oskarżeniem wobec samych Żydów, mieszkańców Izraela, dla których shoah nie stanowi wyrazu męczeństwa narodu w jego faktycznym wymiarze, lecz jest paradoksalnie symbolem wyższości nad innymi nacjami, a cierpienie dotkniętych nim osób zdaje się być mniej ważne od fasadowej religijności i obrzędowości.  Najdobitniej wyraża się to chyba w opisie święta Jom Kipur, gdy zjawiała się w pobliskiej osiedlowej  synagodze, by odbyć jizkor (modlitwę w intencji zmarłych). Wywoływała tym zawsze poruszenie, gdyż modlitwę odprawiano przed aron ha-kodesz, miejscem do którego nie wolno było przystępować kobietom:

Na początku próbowali tłumaczyć:
– Pomyliłaś się, przejdź do pokoju obok.

Helena wyjaśniała patrząc im prosto w oczy:

– Nie pomyliłam się. Jestem w odpowiednim miejscu.

Zdecydowanym ruchem odwracała się plecami do modlących się, twarzą do aron ha-kodesz, i w ciszy rozlegał się jej donośny głos:

– Tutaj, przed tymi ludźmi, ja, Helena, przedstawicielka wymordowanej rodziny, przychodzę do Ciebie w imię straty jaką poniosłam, w imię roli, której sama nie wybrałam, by wspominać dusze zmarłych. Tylko Ty wiesz dlaczego akurat ja. Stoję tu zamiast nich. Gdyby żyli, to oni staliby przed aron ha-kodesz, a wtedy także ja byłabym na swoim miejscu.

Na granicy łez obracała się raptem i posyłała spojrzenie ludziom, przed chwilą wbijającym wzrok w jej plecy.

– Co się patrzycie? To w ogóle nie jestem ja. Jestem tymi wszystkim, których nie ma! (…) Wyczytam tylko imiona. (…)

Jej długie, smukłe palce podnosiły się jeden po drugim jak członkowie jakiejś poważnej komisji, jeden palec dla każdego imienia, dla każdego palca imię , a liczba wyprostowanych palców zgadzała się z liczbą imion. Lista Heleny była długa. W synagodze zapadała cisza. W grupie mężczyzn znać było, że gardła modlących się wyschły, w oczach pojawiła się zgroza. Po stronie kobiet chusteczki wysuwały się, by otrzeć płynące łzy. (…) Pod koniec nie było już słychać szlochu Heleny, lecz lament całego chóru. Na ostatek dziękowała wszystkim, którzy pomagali jej wypełnić przysięgę i wychodziła. (…) Tak działo sie co roku w Jom Kipur w osiedlowej synagodze.

Doron przywołuje też ostatnią drogę życia matki, gdy wraz z mężem stawiają się na cmentarzu, by pochować matkę. Są tylko we dwójkę.

– Przyszliśmy na pogrzeb Heleny – powiedzieliśmy ściszonym głosem do kantora (…)

– Obyście nie zaznali więcej smutku (…) Tylko wy dwoje?

– Tak.

– Ale potrzebny jest minian (modlitwa wykonywana przez minimum dwunastu mężczyzn – przypis WS) – zaprotestował zakłopotany.

– Także za życia – powiedziałam napastliwie – potrzebowała minianu, ale go nie było.

Kantor spuścił wzrok i nie pytał więcej.

Helena mieszała fantazję z rzeczywistością. Starała się zacierać dowody, a z drugiej strony nie umiała sobie poradzić z ciężarem przeszłości. Jej psychika była mocno wykrzywiona, ale dla Elizabeth nie było to ani powodem wstydu, ani zmieszania, ani wyrzutu. Kochała swoją matkę i zaciekle jej broniła. Zdecydowanie zaprzeczała wszelkim pomówieniom o jej pomieszanie zmysłów przysięgając zarazem przed czytelnikami, że wszystkie opisane historie są szczerymi i prawdziwymi opowieściami. Nie mamy powodów, by w to nie wierzyć.

Wojciech Stańczyk

Kobiety w służbie nazizmu

Niemieccy naziści byli okrutnymi, bezwzględnymi oprawcami, którzy nie liczyli się z ludzkim życiem. Ale ich kobiety w niczym im nie ustępowały, a niejednokrotnie były jeszcze gorsze. Taki podstawowy wniosek można wysnuć po lekturze „Sprawczyń”. Kathrin Kompisch rzetelnie rozprawia się z rolą kobiet w hitlerowskim przemyśle śmierci, ukazując, że nie były li tylko kurami domowymi, których celem było rodzenie jak największej liczby aryjskich dzieci, a przez to pomnażanie rzeczywistego potencjału III Rzeszy, ale również współdziałały w masowym ludobójstwie.

  Kathrin Kompisch: Sprawczynie

„Sprawczynie” to nie pierwsza książka poświęcona kobiecemu udziałowi w nazizmie. Dość wspomnieć chociażby głośną „Piękną Bestię”   Daniela Patricka Browna, poświęconą Irmie Grese, uznawanej za jedną z najokrutniejszych funkcjonariuszek SS w obozie Auschwitz-Birkenau, a także liczne prace poświęcone oprawcom sądzonym w procesach załóg obozowych (np. Bergen-Belsen i Ravensbrück). Praca Kompisch porządkuje ten dość obszerny, choć rozproszony materiał i gromadzi go w jednym miejscu, uzupełniając o takie zagadnienia jak udział kobiet w selekcji i eliminacji (opieka społeczna, służba zdrowia), prześladowaniach na okupowanych terenach (funkcjonariuszki gestapo, policjantki, urzędniczki),  wsparciu dla zbrodniarzy (matki i żony esesmanów) i wreszcie – niejako dla przeciwwagi – zaangażowanie w ruchu oporu i niesienie pomocy ofiarom hitlerowskich zbrodni. Autorka kreśli ponadto obraz zwykłych kobiet – matek, żon, córek, zmuszonych do biernego przyglądania się zaistniałej sytuacji, nie orientujących się do końca, co w tych mrocznych czasach działo się wokół nich. Jest też przypomnienie obowiązującego w ustawodawstwie małżeńskim III Rzeszy przymusu wykonywania badań w celu sprawdzenia przydatności do małżeństwa (słynna ustawa o ochronie krwi niemieckiej i niemieckiej czci z 15 września 1937 roku zakazująca – pod groźbą piętnastu lat więzienia – małżeństw mieszanych, tj. Aryjczyka z Żydówką). Osoby, które nie przeszły tych testów pomyślnie były poddawane sterylizacji. Autorka przypomina też osławione stowarzyszenie opiekuńczo-charytatywne Lebensborn (Źródło Życia), początkowo funkcjonujące w celu pomocy samotnym matkom, a w końcowej fazie, będące instytucją mającą zapewnić przyrost populacji czysto aryjskiej (dzięki kontaktom seksualnym starannie wybranych kobiet z reproduktorami z SS).

Pewnie nie każdy przebrnie przez makabryczne opisy dokonywanych przez „sprawczynie” zbrodni.  Lektura jest momentami wstrząsająca, zwłaszcza wypowiedzi samych zbrodniarek przed sądami, z których wynika, że główną pobudką do podjęcia zatrudnienia w obozach koncentracyjnych były dla nich dobre zarobki, a poziom okrucieństwa oddziaływał na dobrą opinię u pracodawcy. Przykładem modelowym takiej kariery jest Dorota Binz, nadzorczyni z Ravensbrück, która nigdy nie wyuczyła się żadnego prawdziwego zawodu,doskonaląc się za to w katowaniu więźniarek. W latach 1943-1945 pełniła nawet rolę „trenerki” przyszłych nadzorczyń. Binz na każdym kroku maltretowała osadzone i szczuła je psami, rozkazywała by godzinami stały na baczność, policzkowała je podczas przesłuchań, uderzała linijką. Binz dbała także by więźniarki cierpiały z głodu i zimna, a podległe jej funkcjonariuszki odznaczały się odpowiednią brutalnością. Budziła takie przerażenie, iż gdy pojawiała się na apelu, na placu zapadała śmiertelna cisza. Z jej „szkoły” wyszło wiele zbrodniarek, w tym m.in. Ruth Neudeck-Closius, jedna z najokrutniejszych sadystek Ravensbrück.

Kathrin Kompisch: Sprawczynie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2012, s. 416

Wojciech Stańczyk

69. rocznica rozbicia organizacji AK w niemieckim obozie Auschwitz

69 lat temu Gestapo w KL Auschwitz wpadło na trop obozowej organizacji Armii Krajowej. Między 16 a 29 września 1943 roku Niemcy aresztowali 74 osoby. Większość z nich została rozstrzelana 11 października. Wśród rozstrzelanych byli wybitni wojskowi, działacze polityczni i społeczni, m.in.: mjr Kazimierz Gilewicz, kpt. Tadeusz Paolone (w obozie pod nazwiskiem Tadeusz Lisowski), ppłk Teofil Dziama, płk Juliusz Gilewicz, Jan Mosdorf, mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, Józef Poklewski-Koziełł i Kazimierz Szafrański.

Ruch oporu w obozie był organizowany od początku jego istnienia. Jesienią 1940 roku powstała grupa Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), która szybko rozwinęła działalność polityczną i akcję pomocy współwięźniom. Za pośrednictwem cywilnych robotników i organizacji konspiracyjnych nawiązała łączność z podziemiem w Krakowie i Warszawie, dokąd wysyłano informacje z obozu. W październiku 1940 roku rtm. Witold Pilecki (w obozie przebywał pod nazwiskiem Tomasz Serafiński) zorganizował grupę pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej. Praca polegała głównie na zdobywaniu żywności i ciepłej odzieży. Podnoszono też na duchu więźniów, kolportowano informacje z zewnątrz i przekazywano poza obóz meldunki za pośrednictwem uciekinierów.

W lutym 1941 roku płk Kazimierz Rawicz (w obozie pod nazwiskiem Jan Hilkner) założył Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), od 1942 roku – Armia Krajowa. W kierownictwie znaleźli się także: płk Dziama, kpt. Paolone i Bernard Świerczyna. W ślad za pierwszymi organizacjami powstawały kolejne, m.in. płk. Aleksandra Stawarza i rtm. Włodzimierza Kolińskiego. Obok grup w Auschwitz zaczęły działać organizacje w Birkenau, m.in. płk. Jana Karcza. Jesienią 1941 roku zaczęły działać grupy prawicowe, rekrutujące się z sympatyków Narodowej Demokracji i Obozu Narodowo-Radykalnego. Ich inicjatorami byli prof. Roman Rybarski i Jan Mosdorf. Pod koniec 1941 roku ZWZ zainicjował akcję scaleniową obozowego ruchu oporu. Dowództwo objął płk Rawicz (ZWZ). Na czele stał komitet, który działał do sierpnia 1942 roku, czyli do czasu wywiezienia Rawicza do KL Mauthausen. Dowództwo po nim przejął płk Juliusz Gilewicz. Do października 1942 roku większość grup podporządkowało się wspólnemu dowództwu.

Grupa działała w obozie macierzystym Auschwitz I, Auschwitz II-Birkenau, a także w podobozie Buna. W 1943 roku Niemcy podjęli szereg akcji przeciwko ruchowi oporu. Kierownictwo wojskowe zostało rozbite. W zbiorowych egzekucjach – 25 stycznia 1943 i 11 października 1943 – zginęło 105 więźniów – działaczy wojskowych i politycznych. Represje nie zdusiły oporu. Tuż po zgładzeniu działaczy powstały dwa nowe ośrodki. Lewicowy, złożony z byłych członków PPS, komunistów i bezpartyjnych działał w obozie macierzystym Auschwitz. Należał do niego m.in. późniejszy premier PRL Józef Cyrankiewicz. Drugi ośrodek powstał w Birkenau, gdzie funkcjonowało w 1943 roku kilka grup, kontaktujących się z podziemiem w KL Auschwitz. W szpitalu istniała komórka konspiracyjna Alfreda Fiderkiewicza. Ratowali więźniów, zwłaszcza wybitnych polityków i naukowców. Czynili także przygotowania do samoobrony w przypadku wybuchu powstania lub próby likwidacji więźniów.

Niezależnie od grup polskich na przełomie lat 1942 i 1943 powstały w obozie organizacje więźniów innych narodów: Austriaków, Belgów, Rosjan, Niemców, Czechów, Jugosłowian, Żydów z Sonderkommanda, czyli specjalnej grupy, którą Niemcy wykorzystywali przy obsłudze komór gazowych i krematoriów. Na początku 1943 roku z inicjatywy Austriaków zaczęto prowadzić tajne rokowania w celu połączenia wszystkich grup – polskich i innych krajów. W maju utworzono wspólną Grupę Bojową Oświęcim (Kampfgruppe Auschwitz). W 1944 roku przyłączyły się do niej ostatecznie także polskie grupy wojskowe, co zaowocowało powołaniem wspólnej Rady Wojskowej Oświęcim.

PAP

ZNAK: Nowości książkowe poświęcone II Wojnie Światowej

  Po wakacyjnej przerwie. wraz z kolejna rocznicą wybuchu II Wojny Światowej w księgarniach pojawiło się dużo ciekawych nowości poświęconych wydarzeniom tego okresu. Jest dużo przekładów, ale również książek polskich autorów. Pojawiło się też kilka wznowień. Na bieżąco, najwartościowsze z tych pozycji, będziemy dla Państwa recenzować.

Wydawnictwo Znak postawiło na tematykę nazistowską i oferuje trzy doskonałe pozycje: „Sekretne życie Rudolfa Hessa” (Stephen McGinty), „Kaci Hitlera. Brudny sekret Europy (Christopher Hale) oraz – utrzymaną w konwencji powieści – „Przypadek Adolfa H.” (Eric-Emmanuel Schmitt). Ta ostatnia pozycja jest już drugim wydaniem, czemu trudno się dziwić, wszak autor ma szerokie rzesze zwolenników swej twórczości.

Eric-Emmanuel Schmitt: Przypadek Adolfa H.

W „Przypadku” Schmitt zestawia biografię Hitlera z Adolfem H. To alter ego wodza III Rzeszy, sytuacja jego domniemanej ścieżki życia, gdyby egzaminy na akademię sztuk pięknych zakończyły się wpisem w poczet studentów.To oczywiście spekulacje, ale filozoficzne wykształcenie Schmitta, jego analityczne myślenie, zmysł obserwacji pozwalają odebrać je jako całkiem realne. Jaki zatem by był ten XX wiek, gdyby posiadaną w sobie wrażliwość Adolf Hitler wykorzystał w sposób twórczy, pełen humanizmu i szacunku do otaczającego go świata i ludzi? Czy świat by o nim kiedykolwiek usłyszał? Z drugiej strony, jak wiemy, historia nie znosi próżni. W miejsce Hitlera jakiego znamy zapewne podarowałaby nam nie mniej gorszego tyrana.

http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,1831

Stephen McGinty: Sekretne życie Rudolfa Hessa

Jedna z największych zagadek II Wojny Światowej, a więc ucieczka Rudolfa Hessa do Wielkiej Brytanii. W 1941 r. Hess, którego powszechnie uważano za drugiego po Führerze, przedostał się na Wyspy, by – jak napisał w liście do wodza – negocjować układ z Anglikami. Celem miał być pokój i wspólna ofensywa na Związek Radziecki. Autor, którym jest szkocki dziennikarz Stephen McGinty, dotarł do niepublikowanych wcześniej materiałów, w tym listów nazisty do rodziny, propozycji kierowanych do rządu w Londynie i przede wszystkim stenogramów rozmów Hessa i przesłuchujących go oficerów wywiadu, którzy przez trzynaście miesięcy próbowali go złamać, by wyjawił najpilniej strzeżone tajemnice III Rzeszy. McGinty próbuje ustalić czego tak naprawdę mogli się dowiedzieć Anglicy, że uwięziony Hess próbował popełnić samobójstwo, jaki był rzeczywisty cel tej wyprawy i kim tak naprawdę Hess był. Szaleńcem czy zdrajcą? Książka liczy 400 stron, cena 33-40 zł.

http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,3393

Christopher Hale: Kaci Hitlera. Brudny sekret Europy

O ile „Sekretne życie Rudolfa Hessa” dotyczy wątku sensacyjnego i zagadkowego, to „Kaci Hitlera. Brudny sekret Europy” przywołuje to, co w latach 1939-1945 na naszym kontynencie było najbardziej zawstydzające. Ludzką małość, pogardę dla osób innej narodowości i pochodzenia. Niewątpliwie Hale podjął się niewygodnego – i to dla wielu narodów Europy – tematu. Udziału nie niemieckich ochotników w oddziałach Waffen SS, m.in. na terenie okupowanej Polski. Było ich całkiem sporo, Ukraińcy, Litwini, Łotysze, Chorwaci, Holendrzy, Bośniacy, Duńczycy, Rumuni… Według autora około półtora miliona osób. Półtora miliona osób przekonanych o byciu nadludźmi i wynikających z tego przywilejach. Dodajmy, z których ochoczo korzystali. Pilotowana przez Heinricha Himmlera – od października 1939 r. komisarza Rzeszy ds Umacniania Niemieckich Wartości Narodowych – akcja zaprowadzania „nowego porządku stosunków etnograficznych” w podbitej Polsce oraz na innych okupowanych terenach skupiała się na „odzyskaniu teutońskiej krwi”, jaka została utracona w rezultacie mieszania się rasy nordyckiej z innymi nacjami. Autor analizuje m.in. Zakon Himmlera, zbiór zasad, jakie ten nazistowski oprawca wymyślił dla kierowanej przez siebie policji SS i jej zbrojnego ramienia Waffen SS oraz jak ta szalona koncepcja była wcielana w życie. Jego ambicją było stworzenie nadpaństwa, w którym nie miało być już miejsca dla partii nazistowskiej, ani nawet samego Adolfa Hitlera, ale supermocarstwo, „Europa SS”. Himmler zakładał, że w każdym z podbitych krajów uda się zaprowadzić odpowiedni porządek rasowy, który pozwoli wyodrębnić społeczności nordyckie będące zaczynem prawdziwego niemieckiego państwa. Warto sięgnąć po tą książkę, gdyż rzuca ona nowe światło na zagadnienie polityki okupacyjnej Hitlera. Książka liczy 544 str., a jej koszt to 40-44 zł.

http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,3417

%d blogerów lubi to: