Category Archives: Okupacja sowiecka na Ziemiach Polskich

Sierow – sowietyzator Polski

Ta książka powinna się stać lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy uparcie propagują tezę, że wraz z przejściem przez Polskę Armii Czerwonej w latach 1944-45, przyniesiona została udręczonej Ojczyźnie upragniona wolność. Że Związkowi Radzieckiemu zawdzięczamy „wyzwolenie”. Nikita Pietrow, wicepr511-mediumzewodniczący Stowarzyszenia Memoriał, rosyjskiej organizacji dokumentującej zbrodnie czasów stalinowskich, w książce „Iwan Sierow – stalinowski kat Polski”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Demart, mówi jasno: nie! Działalność Sierowa na obszarach „wyzwolonych” potwierdza natomiast tezę, że wraz z „wyzwoleniem” Polska poddana została kolejnej, tym razem długotrwałej okupacji, której skutki odczuwalne są do dzisiaj.

Postać Iwana Sierowa, jaka wyziera z książki Nikity Pietrowa, nasunęła mi porównanie z dwoma postaciami. Jedną „zmyśloną” lejtnanta Michaiła Zubowa z „Zapisków oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego, drugą jak najbardziej prawdziwą generała Michaiła „Wieszatiela” Murawjowa – bezwzględnego pacyfikatora Powstania Styczniowego. Obu łączyła przepełniona pochlebstwami służalczość wobec przełożonych, z tym, że o ile w przypadku tego pierwszego objawiała się ona na piśmie, to drugiego w czynach. Czynach okrutnych, krwawych, obmierzłych nawet dla innych zbrodniarzy, za które nie poniósł żadnej odpowiedzialności.
Iwan Sierow, pierwszy szef KGB to jedna z najczarniejszych postaci sowieckiego aparatu represji, wyjątkowy przykład prymitywnego i tępego urzędnika, który jakimś cudem dotarł na szczyt komunistycznej „wierchuszki”. Sam fakt wyspecjalizowania w fachu „pojmań, przesłuchań i rozstrzelań”, a przy okazji bycia lizusem, to trochę mało, by to racjonalnie wytłumaczyć, gdyż takich fachowców – albo i lepszych – Sowieci posiadali wielu. Mówią o tym przytaczani przez Pietrowa, współpracownicy Sierowa i historycy. Sam Stalin, dowiedziawszy się o metodzie, jaką Sierow pochwycił przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, miał powiedzieć o nim „prostak”. Podobnie otoczenie cara nazywało metody działania Murawjowa. Z obrzydzeniem przyjmowali informację, że Murawjow lubił brać udział w egzekucjach, a jego zasadą były słowa: „dobry Polak, to Polak powieszony”.
Skąd porównanie do Zubowa? Sierow miał upodobanie w pisaniu listów, których kilka znalazło się w aneksie do książki. Są to listy do Berii, Chruszczowa oraz samego Stalina. Zapewnia w nich o swojej wierności i niezmąconym szczęściu, jakim może być służba komunizmowi. „Służenie Tobie towarzyszu Stalin jest dla mnie jedynym prawem do życia”- pisze w jednym z nich.

Wojciech Stańczyk

Franklin D. Roosevelt i George Patton: przeciwstawne koncepcje

Jesień, 1932 rok. Kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych wkracza w decydującą fazę. Franklin D. Roosevelt szykuje się do objęcia Białego Domu, a jedną z pierwszych jego decyzji politycznych będzie uznanie przez USA Związku Sowieckiego i nawiązanie z nim stosunków dyplomatycznych. Ten fakt, którego elementem będzie legitymizacja zbrodni stalinowskich i udzielenie poparcia Stalinowi, spowoduje, że przejdzie do historii  jako symbol amerykańskiej obecności na frontach II Wojny Światowej. Czy flirt ze Stalinem musiał jednak przybrać tak przykre, chociażby dla Polski,  rezultaty? Czy nie lepiej byłoby wdrożyć koncepcję wyparcia wojsk radzieckich za Bug, którą to koncepcję – w wersji charakterystycznej dla siebie – lansował generał George Patton, twardy krytyk prosowieckiej polityki Białego Domu? Czy za tajemniczą śmiercia Pattona nie kryła się radziecka intryga?

George S. Patton (1885-1945)

Gdy 8 maja 1945 r., kapitulacja Niemców stała się faktem, a Winston Churchill, Harry Truman i Józef Stalin zabrali się za urządzanie Europy na nowo, Patton zaszokował świat słowami:
„To, co zrobili dzisiaj politycy w Waszyngtonie i Paryżu, podobni do ołowianych żołnierzyków, to historia, o której będziecie pisać przez jakiś czas. (…) Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten. (..) Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć. To my powinniśmy im mówić, że jeśli im się nie podoba, niech idą w pizdu, i wydać im wojnę. (…) Niestety, niektórzy z naszych przywódców są po prostu cholernymi durniami i nie mają pojęcia o historii Rosji. Mam wątpliwości, czy wiedzą, że Rosja jeszcze niecałe sto lat temu zajmowała Finlandię, wyssała krew z Polski i zrobiła z Syberii więzienie dla własnego narodu. Zwykłe dzikusy. Moglibyśmy ich rozpirzyć w cholerę”.
Patton, który – jako żołnierz – rozpoczął swój szlak bojowy jeszcze w I Wojnie Światowej, a w drugiej stał za najtrudniejszymi i najbardziej spektakularnymi akcjami militarnymi w Afryce i Europie, zginął w wypadku samochodowym. Nikt nie wierzył, a jeszcze bardziej nie wierzy dzisiaj, że był to przypadek. Niesłychanie popularny w ojczyźnie, kochany przez żołnierzy, był naturalnym rywalem do objęcia – wcześniej czy później – owalnego gabinetu. Jego wizja była dla porządku jałtańskiego zagrożeniem. 11 maja, w trzy dni po zakończeniu IIWŚ mówił:
„Każdego dnia do mojego sztabu przychodzą jacyś biedni czescy, austriaccy, węgierscy, a nawet niemieccy oficerowie. Ze łzami w oczach mówią:  Na Boga, generale, przyjdź ze swą armią zająć resztę naszego kraju. Daj nam szanse utworzyć własny rząd. Daj nam tę ostatnią szansę, żebyśmy mogli żyć, zanim będzie za późno, zanim Rosjanie zrobią z nas wiecznych niewolników. Mówią mi coś takiego i każdy z nich mi proponował, że będzie walczyć pod moim sztandarem i przyprowadzi swoich ludzi. (…) Na Boga, chciałbym ich do tego wykorzystać. Jeśli tego nie zrobię, będę się czuł jak zdrajca”. Nie zważając na konsternację, jaką wywołały jego słowa, Patton kontynuował: „Ci ludzie mają rację. Nie będą mieli szansy. Spisaliśmy ich na straty. Powinniśmy podrzeć te cholerne, podłe porozumienia z Sowietami i ruszyć prosto na wschodnie granice”.

W czerwcu 1945 roku, gdy pojawił się w ojczyźnie, witały go tłumy. Patton wyczuwał oczekiwania Amerykanów, widział ich nieufność wobec polityki Roosevelta. Z drugiej strony nie miał cienia wątpliwości. Był przekonany, że „tchórzliwe waszyngtońskie sukinsyny przeprowadzą demobilizację. Powiedzą, że znów zapewnili bezpieczeństwo demokracji na świecie. Rosjanie nie są frajerami, wykorzystają tę politykę do zwiększenia swoich wpływów na świecie.  Tymczasem wciąż toczyła się wojna z Japonią i walka o wpływy na Pacyfiku. Patton usilnie starał się o objęcie tam dowództwa, ale został mianowany wojskowym gubernatorem Bawarii. Jego polityka od razu wywołała kontrowersje. Najpierw wystąpił przeciwko repatriacji rosyjskich jeńców służących w oddziałach niemieckich (według Stalina „faszystowskich zdrajców”), a następnie zaprotestował przeciwko koncepcji przekształcenia Niemiec w państwo rolnicze.  Obawiał się, że w ten sposób uniemożliwi sie rozwój niemieckiej gospodarki, przez co kraj ten stanie się podatny na teorie komunistyczne i penetrację ze strony sowieckiej.

Z czasem, po wielu wypowiedziach  „nie licujących” z amerykańską strategią działania w Europie, Patton stał się celem dla wielu ludzi z administracji Białego Domu, na czele z ówczesnym wiceprezydentem Dwightem Eisenhowerem. Robert Wilcox, autor książki „Cel: Patton” (Osssolineum, 2011), uważa wręcz, że „Ike” nigdy nie zostałby wybrany prezydentem, gdyby Patton dożył wyborów w 1953 r., mówiąc to, co mówił i co chciał jeszcze powiedzieć. Znał sekrety, które zrujnowałyby niejedną karierę, na czele z karierą Eisenhowera, którego oskarżał, że aby zadowolić sowieckiego sojusznika, poświęcił życie tysięcy amerykańskich żołnierzy. Celowo powstrzymywał bowiem ofensywę na froncie wschodnim, aby amerykańskie wojska nie weszły na teren przyznanej Związkowi Sowieckiemu „strefy wpływów” (Amerykanie zjawili się na przedmieściach Berlina już 13 kwietnia, ale dostali rozkaz wstrzymania ofensywy). To znacznie przedłużyło wojnę, a co więcej zmniejszyło też zasięg terytorialnych zdobyczy U.S. Army. Według generała to Amerykanie mogli zająć Berlin i wyzwolić Pragę. Zirytowany tym wszystkim Patton, po powrocie do Stanów planował porzucić armię i iść na wojnę z komunistami. Te przypuszczenia i zapowiedzi doprowadziły do jego śmierci.

Wilcox nie ma wątpliwości, że tragiczna śmierć Pattona, nie była przypadkiem i stały za nią połączone służby NKWD i amerykańskiego wywiadu. Przypomnijmy, że Patton zmarł w szpitalu wojskowym na terenie okupowanych Niemiec 21 grudnia 1945 roku. Dwa tygodnie wcześniej, w dniu, w którym miał odlecieć do Stanów Zjednoczonych, generał miał poważny wypadek samochodowy. Jego cadillac został staranowany przez wojskową ciężarówkę. W szpitalu, pomimo poważnych obrażeń, stan Pattona szybko się ustabilizował, a następnie znacznie poprawił. Mimo to niespodziewanie zmarł.

– Ta śmierć od razu była podejrzana, ale nie było nikogo, kto by rzetelnie mógł tę mistyfikację opisać – twierdzi Wilcox, który dopiero pod koniec lat 90. dotarł do agenta z czasów wojny Douglasa Bazaty. Ten ujawnił, że w 1945 roku otrzymał rozkaz, aby wyeliminował Pattona. Zlecenie miało przyjść od Williama Donovana, ówczesnego szefa amerykańskiego wywiadu (Biuro Służb Strategicznych, OSS).  Bazata miał umyślnie spowodować wypadek, a następnie postrzelić generała w kręgosłup. Właśnie ten strzał ma tłumaczyć, dlaczego innym pasażerom samochodu nic się nie stało. Gdy okazało się jednak, że zamach się nie udał i Patton zaczął dochodzić do zdrowia, robotę mieli dokończyć zabójcy NKWD. Generał został uśmiercony przez nich za pomocą zastrzyku z trucizną. Wszystko to za zgodą Amerykanów. Potwierdzeniem relacji agenta OSS jest kwerenda wykonana przez Wilcoksa w amerykańskich archiwach.  Autor uważa, że kluczowe dokumenty dotyczące śledztwa w sprawie „wypadku samochodowego” generała zostały z nich usunięte. Ponadto kierowca ciężarówki, która rozbiła jego cadillaca, został natychmiast przeniesiony do Wielkiej Brytanii, zanim zdążono go przesłuchać. Sam cadillac generała, wystawiony na ekspozycji  w muzeum w Fort Knox, okazuje się nie być tym cadillakiem. W którymś momencie pojazdy zostały podmienione i zwiedzający oglądają zupełnie inną maszynę niż tą, którą jeździł Patton.

Wojciech Stańczyk

Więcej o generale Georgu Pattonie:

Terry Brighton:  Gry wojenne. Patton, Monty i Rommel. Wydawnictwo Znak. Litera Nova, 2011

Starcie trzech największych dowódców II wojny światowej. Walczyli ze sobą na kilku frontach, w tym właśnie w Afryce. Doskonała analiza postaci, wiele ciekawostek z życia każdego z nich, jak i przykładów wzajemnego szacunku i animozji (to między Pattonem i Montgomerym). Tytani wojny pancernej i militarni geniusze. Gdyby postawić ich na jednym ringu, polałaby się krew. W “Grach wojennych” Terry Brighton pokazuje, jak historia i losy całych armii zależą od emocji i wielkich ambicji charyzmatycznych dowódców.

Robert K. Wilcox: Cel: Patton, Ossolineum 2011

George Smith Patton był postacią bardzo kontrowersyjną. Po wojnie, kiedy został gubernatorem Bawarii, słynne stały się jego niedyplomatyczne, niecenzurowane wypowiedzi dla prasy. Śmierć Pattona w efekcie wypadku samochodowego w 1945 r. w Niemczech do dziś budzi wiele wątpliwości. Czy dokonano zamachu? Kto mógł być zleceniodawcą? Robert K. Wilcox dociera do naocznego świadka wydarzeń oraz nieujawnianych dotąd dokumentów. Książka, prezentująca zarazem bezkompromisowe działania służb specjalnych, rzuca nowe światło na tę zagadkową sprawę. Autor jest amerykańskim pisarzem, dziennikarzem i wydawcą; interesuje go historia najnowsza i współczesne konflikty militarne.

Eugeniusz Bodo – przemilczana biografia

Niewiele jest postaci, którym komuniści w tak perfidny sposób zmanipulowali biografię jak Eugeniuszowi Bodo.  I niewiele jest biografii tak smutny i tragiczny przebierających finał.  Niesłychanie wszechstronny artysta, genialny aktor, piosenkarz, tancerz, ulubieniec publiczności, ale również producent, przedsiębiorca, punkt odniesienia kreatorów mody, elegancji i szyku lat 30. XX wieku, zmarł w 1943 r. z głodu i wycieńczenia w sowieckim łagrze w Kotłasie w obwodzie archangielskim. Ten fakt skrzętnie przez lata ukrywano, próbując forsować wersję o rozstrzelaniu go przez hitlerowców podczas oblężenia Lwowa w 1941 r.

  Ryszard Wolański: Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań

Nakładem Wydawnictwa Rebis ukazała się książka autorstwa Ryszarda Wolańskiego „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań”.  Jest to świetny dokument, odsłaniający przed nami zarówno postać cudownego dziecka polskiego show-biznesu czasu międzywojnia, jak i perfidne metody komunistycznej bezpieki.

Bodo, właściwie Bogdan Eugène Junod, urodził się w 1899 r. w Genewie. Ojciec był Szwajcarem, matka Polką. W niedługi czas po urodzeniu Junodowie przeprowadzili się na ziemie polskie, gdzie trudnili się prowadzeniem kabaretów i kinematografu. W 1903 r. ojciec założył w Łodzi pierwszy bioskop – nieme kino, a następnie teatrzyk typu variétés „Urania”. Małżeństwo rodziców Eugeniusza nie przetrwało jednak próby czasu. Junodowie rozwiedli się, a sam Bodo (pseudonim utworzony z pierwszych sylab imienia Bohdan i trzeciego imienia matki – Dorota) pozostał przy ojcu. Nie był to łatwy okres, gdyż mając 16 lat przyszły ulubieniec polskiej sceny, uciekł od ojca i sam zaczął zarabiać na własne utrzymanie.  Występował w kabaretach i sztukach rewiowych, najpierw w Poznaniu i Lublinie, potem w Warszawie, m.in. w kabaretach: „Qui Pro Quo”, „Morskie Oko”, „Cyganeria” i „Cyrulik Warszawski”. W 1924 r. dostaje do wykonania przeróbkę francuskiej piosenki „Titine” i śpiewa ją tak, że momentalnie staje się wielkim przebojem, a oblegane przez publiczność stołeczne sceny wyrywają sobie Boda z rąk. Rok później debiutuje w filmie „Rywale”,wraz z którym „bodomania” zaczęła wylewać się poza stolicę. Zagrał w ponad trzydziestu produkcjach. Najchętniej obsadzano go w roli amantów, ale nie stronił od ról tragicznych i komediowych. Jest też pionierem reklamy. Promuje krawaty od Chojnackiego, kapelusze Młodkowskiego i marynarki Old England. Odrzuca jednak propozycję zagrania w reklamie alkoholu, tłumacząc, że jest abstynentem i straciłby swoją wiarygodność. Reklamodawca podbija ofertę, ale aktor pozostaje nieugięty.

W 1933 r. Bodo zakłada własną firmę producencką Urania Film, która wprowadza na ekrany siedem hitów, m.in. „Czarną Perłę” z sobą w roli głównej i tahitanką Reri (podówczas również jego partnerką życiową) w roli tytułowej. W 1938 r. zakłada przy ul. Pierackiego 15 (obecnie Foksal) lokal Café Bodo, który prowadzi wspólnie z matką. W tym samym roku debiutuje jako reżyser. W chwili wybuchu wojny kończy pracę nad filmem sensacyjnym „Uwaga – szpieg!”, w którym grał rolę polskiego oficera kontrwywiadu zwalczającego niemiecką agenturę. Z tego powodu, we wrześniu 1939 r. ucieka do sowieckiej strefy okupacyjnej.  Trafia do Lwowa. Od jesieni 1939 r. do połowy 1941 r. występuje na scenach jako gwiazda. Uczestniczy w tournée po radzieckich miastach, nagrywa po rosyjsku piosenkę „Tylko we Lwowie”.  Nie czuje się jednak bezpiecznie i podejmuje decyzję o wyjeździe. Postanawia odkurzyć swe właściwe nazwisko i korzystając z wciąż posiadanego obywatelstwa szwajcarskiego wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Ta decyzja okazała się tragiczna w skutkach. Na NKWD, gdzie Bodo zgłosił się by – zgodnie z prawem i w legalny sposób – załatwić pozwolenie i wizę wyjazdową, postawiono mu zarzut szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu… Zarzut wyssany z palca, zupełnie nie posiadający podstaw. Aktor zostaje poddany okrutnym przesłuchaniom, a następnie skazany na 5 lat ciężkiego obozu wychowawczego jako element społecznie niebezpieczny. Nie dane mu było doczekać. Zmarł już po dwóch latach.

Ryszard Wolański „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań”, Wydawnictwo Rebis 2012, str. 408

Wojciech Stańczyk

17 września 1939 r. – agresja sowiecka na Polskę

O świcie 17 września 1939 r. oddziały Armii Czerwonej przekroczyły granicę ryską i zaatakowały broniącą się przed Niemcami Polskę. Napaść ta przypieczętowała los II RP. W oficjalnej propagandzie sowieckiej nie było jednak mowy o agresji, a o „wyzwoleniu” Zachodniej Białorusi i Ukrainy. Tym atakiem Związek Sowiecki pogwałcił wiele umów międzynarodowych – oprócz paktu o nieagresji z 1932 r. i wcześniejszego Protokołu Litwinowa z 1929 r., także Pakt Brianda-Kellogga o wyrzeczeniu się wojny oraz konwencję o określeniu napaści z 1933 r.

Sowiecka agresja przeprowadzona została dwoma frontami: Białoruskim komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraińskim komandarma Siemiona Timoszenki. Łącznie przeciwko oddziałom polskim wystawiono ok. 620 tys. żołnierzy, 4,7 tys. czołgów i 3,3 tys. samolotów. Agresorzy atakowali w kierunku na Wilno, Suwałki, Brześć nad Bugiem, Lublin, Lwów i Kołomyję. Najważniejszymi bitwami, stoczonymi przez oddziały polskie (głównie Korpusu Ochrony Pogranicza, Brygady Rezerwowej Kawalerii Wołkowysk i SGO Polesie) były: obrona Wilna, Grodna i Lwowa oraz Rejonu Umocnionego Sarny a także starcia pod Szackiem, Wytycznem, Jabłonią i Milanowem.

Od początku września na terytorium Rzeczpospolitej przerzucano także oddziały sabotażowo-dywersyjne. Już w pierwszych dniach agresji żołnierze sowieccy oraz funkcjonariusze NKWD dopuszczali się zbrodni na żołnierzach polskich oraz miejscowych elitach. W nocie wysłanej do polskiej ambasady w Moskwie (nie przyjętej przez ambasadora Wacława Grzybowskiego) komisarz ludowy spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow pisał:

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje regiony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się wygodnym polem działania dla wszelkich poczynań i prób zaskoczenia, mogących zagrozić ZSRR. Dlatego też rząd sowiecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów. Rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony. Biorąc pod uwagę tę sytuację, rząd sowiecki wydał rozkazy naczelnemu dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granicę i wzięły pod obronę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza jednocześnie podjąć wszelkie wysiłki, aby uwolnić lud polski od nieszczęsnej wojny, w którą wpędzili go nierozsądni przywódcy, i dać mu możliwość egzystencji w warunkach pokojowych.

W oficjalnej propagandzie powtarzano te same tezy o wyzwoleniu ludu Zachodniej Białorusi i Ukrainy oraz bankructwie państwa polskiego. Treści te powielano m.in. na plakatach i ulotkach drukowanych w tych dniach.

Z archiwum IPN: http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/203/1572/

Stalin – państwowy morderca

   Eugeniusz Duraczyński: Stalin. Twórca i dyktator supermocarstwa

Nakładem wydawnictwa Bellona ukazała sie monumentalna biografia Józefa Stalina autorstwa prof. Eugeniusza Duraczyńskiego. Książka jest owocem wieloletnich badań tego uczonego nad fenomenem Stalina, któremu w sukurs przyszła rzadka sposobność, jaką była sześć lat trwająca misja stałego przedstawiciela Polskiej Akademii Nauk  przy Rosyjskiej Akademii Nauk (stanowisko to zostało utwor­zone w 1995 r. w wyniku porozu­mienia władz obu Akademii). Duraczyński miał duże szczęście, bo dzięki temu udało mu się dotrzeć do zasobów, do jakich nie dotarł wcześniej żaden inny badacz spoza strefy języka rosyjskiego.

W nocy z 24 na 25 lutego 1956 r. przywódca ZSRR Nikita Chruszczow wygłosił w czasie XX Zjazdu KPZR tajny referat „O kulcie jednostki i jego następstwach”. Poddał w nim ostrej krytyce swojego poprzednika, a więc Józefa Stalina i stworzony przez niego system zbrodni, wywołując wstrząs w świecie komunistycznym. Jak pisał prof. Leszek Kołakowski „następca Stalina oznajmił partii, a rychło całej kuli ziemskiej, że wczorajszy wódz postępowej ludzkości, natchnienie świata, ojciec narodu radzieckiego, wielki koryfeusz nauki, największy geniusz militarny i największy geniusz w dziejach w ogólności był mordercą milionów, oprawcą, paranoikiem, a przy tym nieukiem w sprawach wojskowych, który doprowadził państwo sowieckie na skraj przepaści”. Chruszczow oskarżał Stalina o wymordowanie tysięcy członków partii, powszechne stosowanie terroru, budowanie kultu własnej osoby i pychę. Nazywał go też państwowym mordercą. Słowa Chruszczowa były wstrząsem dla wszystkich uczestników XX Zjazdu KPZR, w tym również dla towarzyszy z zagranicy, którzy się w Moskwie bardzo licznie stawili. Wstrząsem, ale i ulgą, gdyż Chruszczow powiedział na głos to, o czym mówiło się w wielu kręgach już za życia Stalina, lecz obawa o własne życie skutecznie sznurowała wszystkim usta.

Tym, co najcenniejsze w tej książce, jest z pewnością ukazanie procesu narodzin stalinizmu i kultu Stalina. Biografia nie przynosi jakichś szczególnych odkryć, czy zaskakujących nieznanych faktów. Oczywiście widzimy drogę, jaką Dżugaszwili przeszedł w drodze na Kreml, widzimy jak izolowane na arenie międzynarodowej pierwsze państwo komunistyczne przeradza się w potworną i zbrodniczą machinę, ale widzimy przede wszystkim mechanizmy, które doprowadziły do powstania stalinowskiej tyranii i jej krzepnięcia.Widzimy zaszczutych i bojących się własnego cienia ludzi, którzy – bądź zbiegiem okoliczności, bądź drogą rozmaitego poplecznictwa – znaleźli się w najbliższym otoczeniu Stalina. I przede wszystkim dociera do nas jedno niepokojące przekonanie, że wciąż, mimo ogromu zbrodni i milionów ofiar, postać ta ma całkiem sporą liczbę entuzjastów. Rzecz nie do pomyślenia przy pochylaniu się nad biografią Hitlera. Jak podaje Duraczyński, ponad połowa dorosłych Rosjan uważa, że Stalin zrobił więcej dobrego niż złego dla Rosji, a 36% młodych ankietowanych (do 35. roku życia) jest przekonanych, że zasługi Stalina, tzn. uczynienie z ZSRR światowego mocarstwa, czego nie udało się osiągnąć  poprzednikom (również z okresu caratu), rozgrzeszają jego błędy.  Dodajmy, że  mocarstwo to władało politycznie i mentalnie znacznie szerszym terenem niż  wynikało to z obowiązujących granic. Stalinowskie matryce odciskały bowiem swoje kopie na wszystkich kontynentach, a i polską ziemię i polskie umysły dość skutecznie głęboko rozorały…

Książki Duraczyńskiego nie da się ot tak przeczytać i odstawić na półkę. Historia, owa nauczycielka życia, uczy, że niczego nie należy być pewnym. A z pewnością nie należy być pewnym tego, że podobny koszmar, jaki stał się udziałem mieszkańców imperium sowieckiego, nie powtórzy się już nigdy więcej. Dopóki władza utrzymywać się będzie dzięki wzbudzaniu strachu wśród obywateli, wzmacnianiu opresyjności prawa, a przy tym przy zastosowaniu mechanizmów okłamywania i stępiania wrażliwości społeczeństwa, nie możemy mówić, że stalinizm to li tylko upiór z przeszłości.

Wojciech Stańczyk

 

Wołyń 1943

11 lipca 1943 roku rozpoczęła się masowa akcja przeciwko ludności polskiej przeprowadzona przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu, która przeszła do historii pod mianem rzezi wołyńskiej.Okrutna, nie mająca precedensu krwawa masakra, dokonana w bestialski i niegodny człowieka sposób. Co takiego stało się, że na styku kilku kultur pokojowo współżyjących ze sobą od wielu wieków, doszło do tak drastycznych wydarzeń? Czym zawiniły tysiące prostych polskich rodzin rozsianych po mniejszych lub większych wioskach Wołynia, że stały się ofiarami barbarzyńskich zbrodni? Na półkach księgarń przybywa pozycji poświęconych tej tematyce. Warto zwrócić uwagę na dwie z nich: „Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947″ Grzegorza Motyki (Wydawnictwo Literackie) oraz „Wołyń 1939-1944. Historia, pamięć, pojednanie” Władysława Filara (Oficyna Rytm).

Autorzy bardzo wnikliwie podjęli się analizy tematu, choć różnią się w ocenach i kwalifikacjach tych wydarzeń. Prof. Władysław Filar stoi na stanowisku, że terminy „spór polsko-ukraiński”, „walki bratobójcze”, „wojna domowa”, z jakimi można się zetknąć w ukraińskich mediach, to dezinformacja mająca na celu wybielenie OUN i UPA. Jego zdaniem, takie interpretowanie wydarzeń nie przyczynia się do naświetlenia źródeł akcji antypolskiej ani jej motywów. Nie sprzyja też prawdziwemu pojednaniu. Dr Grzegorz Motyka jest z kolei zwolennikiem zostawienia Ukraińcom szerszego pola do rozliczenia się z własną przeszłością. To stanowisko niektóre środowiska kresowe odczytują jako niepotrzebny ukłon w stronę wschodnich sąsiadów.

   Władysław Filar: Wołyń 1939-1944. Historia, pamięć, pojednanie

W. Filar to wołyniak, były żołnierz 27 Dywizji Wołyńskiej Armii Krajowej, profesor historii wojskowości, autor ponad 120 publikacji historycznych i wojskowych. Jest jednym z organizatorów seminariów historycznych „Polska – Ukraina: trudne pytania” (1996 – 2001), a także współautorem prac poświęconych działalności Armii Krajowej na Wołyniu, obronie Przebraża oraz rzezi wołyńskiej.

„Wołyń 1939-1944. Historia, pamięć, pojednanie” jest w dużej mierze pracą biograficzną, podróżą w czasie – powrotem w rodzinne strony, które autor jako dziecko był zmuszony opuścić (wzruszający opis spotkania z dawnymi sąsiadami w rodzinnych Iwaniczach). Prof. Filar przypomina, że w swych politykach względem ludności ukraińskiej zarówno Sowieci, jak i Niemcy, grali antypolskimi hasłami. Miało to znaczenie propagandowe oraz ukierunkowało naturalny gniew podbitej ludności na osoby trzecie. U Sowietów utożsamianie tzw. polskiego jarzma z pojęciem Polski i Polaków wytwarzało atmosferę wrogości Ukraińców do wszystkiego, co polskie. Polacy byli wrogami klasowymi, wyzyskiwaczami, którzy przez wieki odzierali miejscową ludność z ich tożsamości narodowej, religii i języka. Niemcy z kolei wykorzystywali ten antagonizm do wzmocnienia represyjnej polityki względem Polaków, oddając w tym zakresie bardzo duże pole do popisu ukraińskim nacjonalistom, w których ręce przekazano nadzór administracyjny i policję. Rozpoczęli oni zakrojoną na dużą skalę agitację antypolską wśród ludności ukraińskiej w ramach przygotowań do „rewolucji narodowej”, mającej doprowadzić do niepodległej Ukrainy. Nawiązywano do tradycji buntów chłopskich i powstań kozackich w XVII–XVIII w., wskazując na Polaków jako głównych wrogów stojących na drodze do niepodległej Ukrainy. Skutki propagandy dość szybko stały się widoczne. Pojedyncze skrytobójcze morderstwa na Polakach zatrudnionych w administracji rolnej i leśnej, zaczęły się już w 1942 r.

Od 11 do 13 listopada 1942 roku miała miejsce pierwsza masowa zbrodnia w kolonii Obórki (gm. Kołki, pow. Łuck) popełniona na ludności polskiej przez policję ukraińską, w której zginęło 37 Polaków (w tym kobiety i dzieci). Masakry dokonano za pomoc udzielaną ukrywającym się Żydom. W niedługim czasie po tym wydarzeniu nacjonaliści ukraińscy przystąpili do eksterminacji ludności polskiej. Zapoczątkowała ją rzeź mieszkańców polskiej kolonii Parośla (gm. Antonówka, pow. Sarny) 9 lutego 1943 roku, gdzie zamordowano 149 Polaków (bez względu na wiek i płeć) oraz 6 przebywających tam Rosjan. Zbrodni dokonała banderowska sotnia pod dowództwem Korziuka Fedira „Kory”, podszywająca się pod sowieckich partyzantów. Od marca 1943 r. tworzone bojówki i oddziały nacjonalistów ukraińskich przystąpiły do systematycznego i planowego oczyszczania Wołynia z ludności polskiej. Terror i masowe rzezie narastały stopniowo wraz z rozwojem zbrojnych bojówek i oddziałów nacjonalistów ukraińskich. Początkowo były to zabójstwa pojedynczych osób i ich rodzin oraz Polaków z małżeństw mieszanych, potem nastąpiły rzezie całych rodzin polskich we wsiach, w których Ukraińcy stanowili większość, a w końcu napady z zaskoczenia i rzezie objęły mniejsze osady i wsie polskie.

Filar wspomina o rozpaczliwej misji poety Zygmunta Rumla, zwanego Baczyńskim Kresów, oficera Batalionów Chłopskich, któremu 10 lipca przypadła ostatnia próba porozumienia się z Ukraińcami. Wraz z innym oficerem Krzysztofem Markiewiczem oraz woźnicą Witoldem Dąbrowskim dotarli do wsi Kustycze, gdzie jednak, zamiast rozmów spotkała ich śmierć. Rozerwano ich końmi nad pobliskim jeziorem. Widok krwi tryskającej z ciał upełnomocnionych do rozmów oficerów polskiego Podziemia zadziałał jak nasączony benzyna lont. Rozpoczęła się rzeź…

   Grzegorz Motyka: Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947

Grzegorz Motyka, w odróżnieniu od Władysława Filara, nie pisze z pozycji osoby dramatem wołyńskim doświadczonej. To książka wyważona w opiniach, ale w żadnym elemencie nie relatywizująca zbrodni ukraińskich nacjonalistów, co pracom tego naukowca pewne środowiska niesłusznie przypisują, uważając go nadto za gloryfikatora UPA.Ciężko znaleźć potwierdzenie dla tych tez, co więcej, jest to raczej polemika z tezami ukraińskiej historiografii, która zwalcza mówienie o wydarzeniach na Wołyniu jako o zbrodni ludobójstwa.

Motyka nie zgadza się z twierdzeniem, że na Wołyniu i w Galicji Wschodniej doszło do równorzędnej wojny partyzanckiej, a pacyfikacjom podlegały tylko wioski bronione przez silne formacje zbrojne. Taka narracja, zdaniem Motyki, to zaciemnianie faktów. Utrwalając takie tezy czytelnikowi trudno się będzie zorientować,  że była to – zorganizowana na niespotykaną w XX wieku skalę – krwawa i ludobójcza czystka etniczna. Motyka sprzeciwia się też innej „prawdzie”, czyli powszechnym twierdzeniu, że mordy Polaków na Wołyniu były przejawem buntu ludowego wywołanego długoletnią polską dominacją i poczuciem krzywdy. Tymczasem, mordy były organizowane przez OUN-UPA. Co więcej, UPA mobilizowała i przymuszała ludność ukraińską do udziału w nich, nawet grożąc śmiercią. Autor polemizuje też z tezą o sowieckiej prowokacji, również w ukraińskiej literaturze lansowaną. Według tego scenariusza czerwoni partyzanci podszywający się pod UPA mieli napadać na polskie wsie, co z kolei wywoływało polski odwet. Sowiecka partyzantka pomagała natomiast przetrwać polskim placówkom samoobrony atakowanym przez UPA. Wreszcie odrzuca też twierdzenia o odwetowym charakterze zajść, do których miało dojść na skutek rzekomego wcześniejszego zabijania Ukraińców na Lubelszczyźnie. Do takich aktów rzeczywiście dochodziło, ale działo się to m.in. pod wpływem tragicznych wieści z Wołynia.

Książka Motyki, co widać w samym jej tytule, traktuje Rzeź Wołyńską jako jeden z elementów trudnych relacji polsko-ukraińskich. Czy tragiczne wydarzenia na Kresach mogły mieć jakiś wpływ na  wybuch i przebieg Akcji „Wisła”, co autor stara się sugerować? W sensie politycznym na pewno nie, gdyż Akcja „Wisła” była zbrodnią komunistyczną. Fakt, że dotknęła ona środowiska banderowców nie miał tu znaczenia. Trudno jednak przypuszczać, by tak nieodległe wydarzenia, nie odcisnęły piętna w ludzkich sercach i umysłach.

Wojciech Stańczyk

%d blogerów lubi to: