Category Archives: Stalin

Sierow – sowietyzator Polski

Ta książka powinna się stać lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy uparcie propagują tezę, że wraz z przejściem przez Polskę Armii Czerwonej w latach 1944-45, przyniesiona została udręczonej Ojczyźnie upragniona wolność. Że Związkowi Radzieckiemu zawdzięczamy „wyzwolenie”. Nikita Pietrow, wicepr511-mediumzewodniczący Stowarzyszenia Memoriał, rosyjskiej organizacji dokumentującej zbrodnie czasów stalinowskich, w książce „Iwan Sierow – stalinowski kat Polski”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Demart, mówi jasno: nie! Działalność Sierowa na obszarach „wyzwolonych” potwierdza natomiast tezę, że wraz z „wyzwoleniem” Polska poddana została kolejnej, tym razem długotrwałej okupacji, której skutki odczuwalne są do dzisiaj.

Postać Iwana Sierowa, jaka wyziera z książki Nikity Pietrowa, nasunęła mi porównanie z dwoma postaciami. Jedną „zmyśloną” lejtnanta Michaiła Zubowa z „Zapisków oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego, drugą jak najbardziej prawdziwą generała Michaiła „Wieszatiela” Murawjowa – bezwzględnego pacyfikatora Powstania Styczniowego. Obu łączyła przepełniona pochlebstwami służalczość wobec przełożonych, z tym, że o ile w przypadku tego pierwszego objawiała się ona na piśmie, to drugiego w czynach. Czynach okrutnych, krwawych, obmierzłych nawet dla innych zbrodniarzy, za które nie poniósł żadnej odpowiedzialności.
Iwan Sierow, pierwszy szef KGB to jedna z najczarniejszych postaci sowieckiego aparatu represji, wyjątkowy przykład prymitywnego i tępego urzędnika, który jakimś cudem dotarł na szczyt komunistycznej „wierchuszki”. Sam fakt wyspecjalizowania w fachu „pojmań, przesłuchań i rozstrzelań”, a przy okazji bycia lizusem, to trochę mało, by to racjonalnie wytłumaczyć, gdyż takich fachowców – albo i lepszych – Sowieci posiadali wielu. Mówią o tym przytaczani przez Pietrowa, współpracownicy Sierowa i historycy. Sam Stalin, dowiedziawszy się o metodzie, jaką Sierow pochwycił przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, miał powiedzieć o nim „prostak”. Podobnie otoczenie cara nazywało metody działania Murawjowa. Z obrzydzeniem przyjmowali informację, że Murawjow lubił brać udział w egzekucjach, a jego zasadą były słowa: „dobry Polak, to Polak powieszony”.
Skąd porównanie do Zubowa? Sierow miał upodobanie w pisaniu listów, których kilka znalazło się w aneksie do książki. Są to listy do Berii, Chruszczowa oraz samego Stalina. Zapewnia w nich o swojej wierności i niezmąconym szczęściu, jakim może być służba komunizmowi. „Służenie Tobie towarzyszu Stalin jest dla mnie jedynym prawem do życia”- pisze w jednym z nich.

Wojciech Stańczyk

Łagier czyli sowiecka blaga wg Sołoniewicza

W 1933 r. Iwan Sołoniewicz wraz z żoną Iriną, synem Jurą i bratem Borysem podjęli nieudaną próbę wydostania się z sowieckiej Rosji, za co spotyka ich zesłanie do obozu pracy w Kombinacie Białomorsko-Bałtyckim. Po kilku miesiącach adaptacji do życia łagrowego Sołoniewicze uciekają Sołoniewicz1jednak ponownie. Opowieści o tej brawurowej ucieczce – publikowane przez Iwana w odcinkach na łamach emigracyjnego rosyjskiego pisma „Poslednije Nowosti” – śledziła z zapartym tchem cała Europa. Sołoniewicz nie tyle bowiem relacjonował przebieg samej ucieczki, ile z dużą wnikliwością analizował sowiecką rzeczywistość, pokazywał jej absurdy, wyśmiewał stachanowski entuzjazm i myślenie kategoriami łagrowymi. Nowe wydanie „Rosji w łagrze” ukazało się nakładem Domu Wydawniczego PWN, we współpracy z Ośrodkiem Karta.

Wspomnienia Sołoniewicza Zachód – trzeba to jasno powiedzieć – czytał z niedowierzaniem. Sowieckim bolszewizmem intelektualne elity z całej Europy były wciąż zafascynowane i z pewnością nie brakowało osób, które opowieści te brały za konfabulację. Z tego też zapewne powodu początkowo odmawiano Sołoniewiczowi ich publikacji w całości. Pierwsze rosyjskie wydanie nastąpiło dopiero jesienią 1936 r. (wcześniej ukazały się w języku czeskim) staraniem środowiska rosyjskiej emigracji w Sofii. Dwutomowe zapiski rozeszły się błyskawicznie. Po nim nastąpiła fala przekładów na niemal wszystkie języki europejskie, w tym również j. polski (akurat ówczesny przekład nie był najlepszy i obejmował tylko fragmenty wspomnień). Z dużym zainteresowaniem spotkały się m.in. w nazistowskich Niemczech. Joseph Goebbels w swoim dzienniku z 1937 r., zanotował po jej lekturze: „przyszłe dni w życiu naszej partii będą znów poświęcone walce z bolszewizmem”.

Wszechrosyjska blaga

Zdaniem Sołoniewicza, najwłaściwszym określeniem na rzeczywistość Rosji Sowieckiej, jest blaga. To nie jest prawdziwe, z czegoś takiego nie da się zbudować państwa na miarę oczekiwań obywateli. Każdy sowiecki obywatel (podobnie instytucja czy organizacja) obciążony jest niezliczoną ilością przymusowych „entuzjazmów” i zadań niemożliwych do wykonania, które – gdyby je na poważnie i w pełnej rozciągłości wprowadzać w życie – uniemożliwiłyby normalne funkcjonowanie. Dlatego, do dobrego tonu – wśród co mądrzejszych obywateli ZSRR – należało eliminowanie zjawiska poważnego traktowania „entuzjazmów”. Jak ujmuje to Sołoniewicz „byleby ludzie w miarę możności nie zdychali, a poza tym niech diabli wezmą wszystko”. Ale blaga miała twarz, którą byli wszelkiej maści aktywiści, powołani do życia, by szpiegować, gnębić i rabować. Z punktu widzenia kremlowskiej administracji, każdy obywatel sowiecki był z gruntu nieprawomyślny, więc należało go w maksymalny sposób otoczyć szpiclami.  Aktywiści ci czasem działali w pojedynkę, czasem grupowo, a czasem instytucjonalnie. Sołoniewicz mnoży wiele przykładów, które pokazują blagę, prawdziwe oblicze sowieckiej Rosji. By pozostać w kręgu jego doświadczeń, jaskrawym tego przykładem jest inicjatywa ożywiania kółek sportowych.

Sołoniewicz, który, jako były lekkoatleta, był również działaczem sportowym, wspomina jak próbował – wraz z innymi działaczami – wyciągnąć z marazmu lokalne organizacje sportowe.   Chodziło o to, by przy braku poważnego treningu (trzeba zaznaczyć, że powszechne w Rosji głód, nędza i zniechęcenie odciągnęły ludzi od sportu), dać młodzieży trochę ruchu na świeżym powietrzu, aby w choć minimalnym stopniu powstrzymać stopień zwyrodnienia fizycznego. Wychowanie fizyczne nie interesowało specjalnie partii i rządu, więc inicjatywa zaczęła się rozkręcać. Młodzi ludzie garnęli się do sportu, również starsi zaczęli zauważać w nim pozytywne strony. I wszystko byłoby OK, gdyby nie pojawili się aktywiści, którzy uznali, że ćwiczenia gimnastyczne nie mogą być apolityczne i doprowadzili do wpisania do zajęć i treningów pogadanek . W związku z tym, że inicjatywa kółek była dobrowolna, w przeciągu roku ich działalność została w ten sposób zarżnięta.

Walka z takimi rozporządzeniami i kwestionowanie kompetencji aktywistów były niemożliwe i najczęściej kończyły się zsyłką na Sołowki, a niekiedy i rozstrzelaniem. Taki los spotkał grupę inżynierów, którzy zwalczali połączenia bezpośrednie na kolei. Połączenia wprowadzono, ale pośpiesznie się z nich wycofano, gdyż sparaliżowały całą trakcję i uznano je za szkodliwe. Kilkuset profesorów wywieziono nad Morze Białe za protest przeciwko skróceniu nauki i obcięciu zajęć akademickich. Po upływie trzech lat, programy trzeba było rozszerzyć z powrotem, a inżynierów posłać na uczelnie celem dokształcania.

Określenie „aktywista” urasta u Sołoniewicza do rangi symbolu, który uosabia system komunistyczny. – Wszechrosyjska blaga, na której wypasają się i robią karierę stada nieuków i głupców – kwituje autor. – To jest typ człowieka o mózgu barana, szczękach wilka, a wyczuciu moralnym protoplazmy. Typ człowieka, który jako szesnasty z kolei uczestniczy w zbiorowym gwałcie.

Mentalność łagrowa

O łagrach napisano wiele, głównie o ich okropnościach, o terrorze, o zniewoleniu pracą i psychicznym okrucieństwie. Sołoniewicz nie koncentruje się na tej sferze. Twierdzi natomiast, że są one ucieleśnieniem sowieckiej Rosji. Rzeczywistość łagrowa niczym nie różni się od typowej rzeczywistości poza łagrem. – Tak, niewątpliwie jest to katorga, ale gdzie w Rosji, poza Newskim Prospektem i Kuznieckim Mostem, nie ma katorgi – pyta retorycznie.

Sołoniewicz tuszuje tę rzeczywistość, ale nie po to, by ją zakłamywać, ale by uwypuklić rządzące się nimi zasady i pokazać ludzkie postawy. Są oczywiście ludzie, dla których łagier jest o wiele gorszy od wolności, są tacy, dla których różnica jest właściwie niedostrzegalna, ale nie brakuje i takich, którzy widzą w nim więcej plusów niż w wolności. Jak to ujmuje autor, dla nich wolność jest gorsza od łagru. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe. I nie chodzi o sytuację w jakiej znalazła się chociażby inteligencja czy co bardziej oświeceni obywatele. To głupstwo – odpowiada Sołoniewicz. Głupstwo, w porównaniu z oceanem niezmierzonych udręk wielomilionowego chłopstwa rosyjskiego, dla którego łagier i tak – uwzględniając realia panujące np. na południowej Ukrainie – jest wyborem lepszego zła.  Jest beznadziejnie, okropnie, ale w pewnych granicach. W rzeczywistości łagrowej wszystko jest ustalone, nic nie ma prawa się wydarzyć, a jeśli już się wydarzy, będzie to wydarzenie o jeszcze gorszych konsekwencjach. Takim wydarzeniem podczas niewoli autora była zapowiedź, że osadzeni w łagrze przerzuceni zostaną na budowę Bajkalsko-Amurskiej Magistrali (BAM).

„Więźniowie – niemal 50 tysięcy – poczuli się ogłuszeni (…). Nad setkami metrów rozwieszonych w barakach i na barakach, rozciągniętych nad łagrowymi ulicami transparentów z hasłami o odrodzeniu i przemianie (…), nad całym łagrem zawisł jeden niewidzialny, ale najważniejszy: Zginiemy!”. Naruszona została monotonia. W łagrowej gazecie napisano o wielkim entuzjazmie i bolszewickim tempie z jakim budowana jest BAM, co już brzmiało groźnie, ale czarę goryczy przelała informacja o ulgach. Rozkaz obiecywał bowiem pracownikom niesłychane przywileje, m.in. skrócenie czasu odsiadki, przeniesienie do kolonii osiedleńczej czy nawet ułaskawienie. Jak pisze Sołoniewicz, brzmiało to jak „dzwon nad pogrzebanymi żywcem”. Władza sowiecka – o czym zdążono się już przekonać – niczego za darmo nie obiecywała. Skoro zaś obiecała, to można było przyjąć, że warunki pracy będą wprost niesłychane. W łagrze wybuchła panika, rozpoczęły się zamieszki, podpalano baraki, a nawet lokomotywy. Były próby ucieczek, szybko kasowane łącznie ze skasowaniem samych uciekinierów. Niektórzy osadzeni odcinali sobie kończyny, byle nie zostać wywiezieni na budowę. Dziś ocenia się, że w nieludzkich warunkach, w jakich powstawała ta linia kolejowa, zginęło ponad 150 tys. osób. Trudno znaleźć na kuli ziemskiej przedsięwzięcie, które pochłonęło taką liczbę ofiar. Przy budowie Kanału Panamskiego, chyba największego wyzwania inżynierskiego na jakie zdecydował się człowiek, życie straciło „zaledwie” 25 tys. robotników.

bam

Katorżnicza praca przy budowie Bajkalsko-Amurskiej Magistrali

Mentalność łagrowa to – jak twierdzi Sołoniewicz – jeden z fundamentów sowieckiej „techniki rządzenia”. Technika zapobiegająca „odchyleniom”. Żadna inna władza w historii ludzkości nie stawiała sobie tak ogromnych wyzwań i żadna też, na drodze do spełnienia tych zamiarów, nie nagromadziła takiej ilości ofiar. To łagrowe myślenie, wtłaczane masom z żelazną konsekwencją, miało na celu zawładnięcie ich umysłami, by wytworzyć w nich przekonanie o niemożności odejścia od komunizmu (tępienie mas).

Zamach

„Rosja w łagrze” była pierwszą pozycję opowiadającą o rzeczywistości sowieckiej oraz nieludzkich łagrach. O prawie 40 lat wyprzedziła ona „Archipelag Gułag” Sołżenicyna (1973). Jej wydanie przyniosło autorowi splendor, a honararium (wraz z pieniędzmi jakie wygrał jego brat w walkach zapaśniczych) pozwoliło na założenie i wydawanie pisma adresowanego do rosyjskiej emigracji. Pierwszy numer „Gołosu Rossii” (Głosu Rosji) ukazał się w czerwcu 1936 r. w nakładzie dwóch tysięcy egzemplarzy i w zasadzie, w związku z tym, że siedziba redakcji znajdowała się w Sofii, obliczony był na emigrację mieszkającą w Bułgarii. Dość szybko zyskała jednak uznanie wśród Rosjan mieszkających w innych krajach. Nim wybuchła II Wojna Światowa docierała ona do czytelników w 52. krajach. Gazeta swą popularność zawdzięczała prostemu przekazowi i polemicznemu tonowi, nie unikała też trudnych tematów i starała się nie zasklepiać w poglądach. Była jednak przez część emigracji krytykowana, gdyż Sołoniewicz zaczął traktować ją jako tubę dla swoich radykalnych poglądów. Obwołał się na jej łamach „sztabskapitanem”, stając się swego rodzaju guru dla zwolenników reprezentowanych przez siebie poglądów. Ta deklaracja dała zresztą początek Ruchowi Ludowo-Monarchistycznemu, którego członków zaczęto nazywać właśnie sztabskapitanami.

Działalność polityczna Sołoniewicza nie mogła ujść uwadze NKWD, które śledziło jego każdy ruch. 3 lutego 1938 r. do sofijskiej redakcji „Gołosu”, w którym oprócz Iwana pracowała jego żona Tamara oraz syn Jurij, przyniesiono przesyłkę z bombą. Była zaadresowana imiennie na Iwana, ale otworzył ją sekretarz redakcji Nikołaj Michajłow i to on oraz Tamara stali się ofiarami eksplozji. Iwan z synem przeżyli, gdyż znajdowali się w innym pomieszczeniu. Po zamachu środowisko emigracyjne w Bułgarii odsunęło się od Sołoniewiczów i zaczęło nawet postulować u bułgarskich władz o zamknięcie pisma. Ostatecznie Sołoniewicze wyjechali do Niemiec, gdzie Iwan skorzystał na swojej popularności głosząc odczyty, z których honoraria pozwoliły mu założyć nową gazetę.

Wojciech Stańczyk

soloniewicz3 Iwan Sołoniewicz – Z wykształcenia prawnik, z zawodu dziennikarz — w 1933 roku, uznając, że nie może dalej żyć w państwie totalitarnym, postanowił uciec z Rosji bolszewickiej. Wraz z bratem Borysem i synem Jurijem zostali złapani w trakcie próby ucieczki i skazani na wieloletni pobyt w poprawczych obozach pracy. Trafili do największego w tym czasie systemu łagrowego — Kanału Białomorsko-Bałtyckiego. Od samego początku pobytu w łagrze, nie widząc szans na normalne życie w państwie bolszewików, myśleli o powtórnym zorganizowaniu ucieczki. Dzięki sprytowi, inteligencji i niezwykłej sprawności fizycznej (wszyscy byli sportowcami), Sołoniewiczom udało się wydostać z łagru i przejść przez zieloną granicę do Finlandii.

Franklin D. Roosevelt i George Patton: przeciwstawne koncepcje

Jesień, 1932 rok. Kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych wkracza w decydującą fazę. Franklin D. Roosevelt szykuje się do objęcia Białego Domu, a jedną z pierwszych jego decyzji politycznych będzie uznanie przez USA Związku Sowieckiego i nawiązanie z nim stosunków dyplomatycznych. Ten fakt, którego elementem będzie legitymizacja zbrodni stalinowskich i udzielenie poparcia Stalinowi, spowoduje, że przejdzie do historii  jako symbol amerykańskiej obecności na frontach II Wojny Światowej. Czy flirt ze Stalinem musiał jednak przybrać tak przykre, chociażby dla Polski,  rezultaty? Czy nie lepiej byłoby wdrożyć koncepcję wyparcia wojsk radzieckich za Bug, którą to koncepcję – w wersji charakterystycznej dla siebie – lansował generał George Patton, twardy krytyk prosowieckiej polityki Białego Domu? Czy za tajemniczą śmiercia Pattona nie kryła się radziecka intryga?

George S. Patton (1885-1945)

Gdy 8 maja 1945 r., kapitulacja Niemców stała się faktem, a Winston Churchill, Harry Truman i Józef Stalin zabrali się za urządzanie Europy na nowo, Patton zaszokował świat słowami:
„To, co zrobili dzisiaj politycy w Waszyngtonie i Paryżu, podobni do ołowianych żołnierzyków, to historia, o której będziecie pisać przez jakiś czas. (…) Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten. (..) Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć. To my powinniśmy im mówić, że jeśli im się nie podoba, niech idą w pizdu, i wydać im wojnę. (…) Niestety, niektórzy z naszych przywódców są po prostu cholernymi durniami i nie mają pojęcia o historii Rosji. Mam wątpliwości, czy wiedzą, że Rosja jeszcze niecałe sto lat temu zajmowała Finlandię, wyssała krew z Polski i zrobiła z Syberii więzienie dla własnego narodu. Zwykłe dzikusy. Moglibyśmy ich rozpirzyć w cholerę”.
Patton, który – jako żołnierz – rozpoczął swój szlak bojowy jeszcze w I Wojnie Światowej, a w drugiej stał za najtrudniejszymi i najbardziej spektakularnymi akcjami militarnymi w Afryce i Europie, zginął w wypadku samochodowym. Nikt nie wierzył, a jeszcze bardziej nie wierzy dzisiaj, że był to przypadek. Niesłychanie popularny w ojczyźnie, kochany przez żołnierzy, był naturalnym rywalem do objęcia – wcześniej czy później – owalnego gabinetu. Jego wizja była dla porządku jałtańskiego zagrożeniem. 11 maja, w trzy dni po zakończeniu IIWŚ mówił:
„Każdego dnia do mojego sztabu przychodzą jacyś biedni czescy, austriaccy, węgierscy, a nawet niemieccy oficerowie. Ze łzami w oczach mówią:  Na Boga, generale, przyjdź ze swą armią zająć resztę naszego kraju. Daj nam szanse utworzyć własny rząd. Daj nam tę ostatnią szansę, żebyśmy mogli żyć, zanim będzie za późno, zanim Rosjanie zrobią z nas wiecznych niewolników. Mówią mi coś takiego i każdy z nich mi proponował, że będzie walczyć pod moim sztandarem i przyprowadzi swoich ludzi. (…) Na Boga, chciałbym ich do tego wykorzystać. Jeśli tego nie zrobię, będę się czuł jak zdrajca”. Nie zważając na konsternację, jaką wywołały jego słowa, Patton kontynuował: „Ci ludzie mają rację. Nie będą mieli szansy. Spisaliśmy ich na straty. Powinniśmy podrzeć te cholerne, podłe porozumienia z Sowietami i ruszyć prosto na wschodnie granice”.

W czerwcu 1945 roku, gdy pojawił się w ojczyźnie, witały go tłumy. Patton wyczuwał oczekiwania Amerykanów, widział ich nieufność wobec polityki Roosevelta. Z drugiej strony nie miał cienia wątpliwości. Był przekonany, że „tchórzliwe waszyngtońskie sukinsyny przeprowadzą demobilizację. Powiedzą, że znów zapewnili bezpieczeństwo demokracji na świecie. Rosjanie nie są frajerami, wykorzystają tę politykę do zwiększenia swoich wpływów na świecie.  Tymczasem wciąż toczyła się wojna z Japonią i walka o wpływy na Pacyfiku. Patton usilnie starał się o objęcie tam dowództwa, ale został mianowany wojskowym gubernatorem Bawarii. Jego polityka od razu wywołała kontrowersje. Najpierw wystąpił przeciwko repatriacji rosyjskich jeńców służących w oddziałach niemieckich (według Stalina „faszystowskich zdrajców”), a następnie zaprotestował przeciwko koncepcji przekształcenia Niemiec w państwo rolnicze.  Obawiał się, że w ten sposób uniemożliwi sie rozwój niemieckiej gospodarki, przez co kraj ten stanie się podatny na teorie komunistyczne i penetrację ze strony sowieckiej.

Z czasem, po wielu wypowiedziach  „nie licujących” z amerykańską strategią działania w Europie, Patton stał się celem dla wielu ludzi z administracji Białego Domu, na czele z ówczesnym wiceprezydentem Dwightem Eisenhowerem. Robert Wilcox, autor książki „Cel: Patton” (Osssolineum, 2011), uważa wręcz, że „Ike” nigdy nie zostałby wybrany prezydentem, gdyby Patton dożył wyborów w 1953 r., mówiąc to, co mówił i co chciał jeszcze powiedzieć. Znał sekrety, które zrujnowałyby niejedną karierę, na czele z karierą Eisenhowera, którego oskarżał, że aby zadowolić sowieckiego sojusznika, poświęcił życie tysięcy amerykańskich żołnierzy. Celowo powstrzymywał bowiem ofensywę na froncie wschodnim, aby amerykańskie wojska nie weszły na teren przyznanej Związkowi Sowieckiemu „strefy wpływów” (Amerykanie zjawili się na przedmieściach Berlina już 13 kwietnia, ale dostali rozkaz wstrzymania ofensywy). To znacznie przedłużyło wojnę, a co więcej zmniejszyło też zasięg terytorialnych zdobyczy U.S. Army. Według generała to Amerykanie mogli zająć Berlin i wyzwolić Pragę. Zirytowany tym wszystkim Patton, po powrocie do Stanów planował porzucić armię i iść na wojnę z komunistami. Te przypuszczenia i zapowiedzi doprowadziły do jego śmierci.

Wilcox nie ma wątpliwości, że tragiczna śmierć Pattona, nie była przypadkiem i stały za nią połączone służby NKWD i amerykańskiego wywiadu. Przypomnijmy, że Patton zmarł w szpitalu wojskowym na terenie okupowanych Niemiec 21 grudnia 1945 roku. Dwa tygodnie wcześniej, w dniu, w którym miał odlecieć do Stanów Zjednoczonych, generał miał poważny wypadek samochodowy. Jego cadillac został staranowany przez wojskową ciężarówkę. W szpitalu, pomimo poważnych obrażeń, stan Pattona szybko się ustabilizował, a następnie znacznie poprawił. Mimo to niespodziewanie zmarł.

– Ta śmierć od razu była podejrzana, ale nie było nikogo, kto by rzetelnie mógł tę mistyfikację opisać – twierdzi Wilcox, który dopiero pod koniec lat 90. dotarł do agenta z czasów wojny Douglasa Bazaty. Ten ujawnił, że w 1945 roku otrzymał rozkaz, aby wyeliminował Pattona. Zlecenie miało przyjść od Williama Donovana, ówczesnego szefa amerykańskiego wywiadu (Biuro Służb Strategicznych, OSS).  Bazata miał umyślnie spowodować wypadek, a następnie postrzelić generała w kręgosłup. Właśnie ten strzał ma tłumaczyć, dlaczego innym pasażerom samochodu nic się nie stało. Gdy okazało się jednak, że zamach się nie udał i Patton zaczął dochodzić do zdrowia, robotę mieli dokończyć zabójcy NKWD. Generał został uśmiercony przez nich za pomocą zastrzyku z trucizną. Wszystko to za zgodą Amerykanów. Potwierdzeniem relacji agenta OSS jest kwerenda wykonana przez Wilcoksa w amerykańskich archiwach.  Autor uważa, że kluczowe dokumenty dotyczące śledztwa w sprawie „wypadku samochodowego” generała zostały z nich usunięte. Ponadto kierowca ciężarówki, która rozbiła jego cadillaca, został natychmiast przeniesiony do Wielkiej Brytanii, zanim zdążono go przesłuchać. Sam cadillac generała, wystawiony na ekspozycji  w muzeum w Fort Knox, okazuje się nie być tym cadillakiem. W którymś momencie pojazdy zostały podmienione i zwiedzający oglądają zupełnie inną maszynę niż tą, którą jeździł Patton.

Wojciech Stańczyk

Więcej o generale Georgu Pattonie:

Terry Brighton:  Gry wojenne. Patton, Monty i Rommel. Wydawnictwo Znak. Litera Nova, 2011

Starcie trzech największych dowódców II wojny światowej. Walczyli ze sobą na kilku frontach, w tym właśnie w Afryce. Doskonała analiza postaci, wiele ciekawostek z życia każdego z nich, jak i przykładów wzajemnego szacunku i animozji (to między Pattonem i Montgomerym). Tytani wojny pancernej i militarni geniusze. Gdyby postawić ich na jednym ringu, polałaby się krew. W “Grach wojennych” Terry Brighton pokazuje, jak historia i losy całych armii zależą od emocji i wielkich ambicji charyzmatycznych dowódców.

Robert K. Wilcox: Cel: Patton, Ossolineum 2011

George Smith Patton był postacią bardzo kontrowersyjną. Po wojnie, kiedy został gubernatorem Bawarii, słynne stały się jego niedyplomatyczne, niecenzurowane wypowiedzi dla prasy. Śmierć Pattona w efekcie wypadku samochodowego w 1945 r. w Niemczech do dziś budzi wiele wątpliwości. Czy dokonano zamachu? Kto mógł być zleceniodawcą? Robert K. Wilcox dociera do naocznego świadka wydarzeń oraz nieujawnianych dotąd dokumentów. Książka, prezentująca zarazem bezkompromisowe działania służb specjalnych, rzuca nowe światło na tę zagadkową sprawę. Autor jest amerykańskim pisarzem, dziennikarzem i wydawcą; interesuje go historia najnowsza i współczesne konflikty militarne.

17 września 1939 r. – agresja sowiecka na Polskę

O świcie 17 września 1939 r. oddziały Armii Czerwonej przekroczyły granicę ryską i zaatakowały broniącą się przed Niemcami Polskę. Napaść ta przypieczętowała los II RP. W oficjalnej propagandzie sowieckiej nie było jednak mowy o agresji, a o „wyzwoleniu” Zachodniej Białorusi i Ukrainy. Tym atakiem Związek Sowiecki pogwałcił wiele umów międzynarodowych – oprócz paktu o nieagresji z 1932 r. i wcześniejszego Protokołu Litwinowa z 1929 r., także Pakt Brianda-Kellogga o wyrzeczeniu się wojny oraz konwencję o określeniu napaści z 1933 r.

Sowiecka agresja przeprowadzona została dwoma frontami: Białoruskim komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraińskim komandarma Siemiona Timoszenki. Łącznie przeciwko oddziałom polskim wystawiono ok. 620 tys. żołnierzy, 4,7 tys. czołgów i 3,3 tys. samolotów. Agresorzy atakowali w kierunku na Wilno, Suwałki, Brześć nad Bugiem, Lublin, Lwów i Kołomyję. Najważniejszymi bitwami, stoczonymi przez oddziały polskie (głównie Korpusu Ochrony Pogranicza, Brygady Rezerwowej Kawalerii Wołkowysk i SGO Polesie) były: obrona Wilna, Grodna i Lwowa oraz Rejonu Umocnionego Sarny a także starcia pod Szackiem, Wytycznem, Jabłonią i Milanowem.

Od początku września na terytorium Rzeczpospolitej przerzucano także oddziały sabotażowo-dywersyjne. Już w pierwszych dniach agresji żołnierze sowieccy oraz funkcjonariusze NKWD dopuszczali się zbrodni na żołnierzach polskich oraz miejscowych elitach. W nocie wysłanej do polskiej ambasady w Moskwie (nie przyjętej przez ambasadora Wacława Grzybowskiego) komisarz ludowy spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow pisał:

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje regiony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się wygodnym polem działania dla wszelkich poczynań i prób zaskoczenia, mogących zagrozić ZSRR. Dlatego też rząd sowiecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów. Rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony. Biorąc pod uwagę tę sytuację, rząd sowiecki wydał rozkazy naczelnemu dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granicę i wzięły pod obronę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza jednocześnie podjąć wszelkie wysiłki, aby uwolnić lud polski od nieszczęsnej wojny, w którą wpędzili go nierozsądni przywódcy, i dać mu możliwość egzystencji w warunkach pokojowych.

W oficjalnej propagandzie powtarzano te same tezy o wyzwoleniu ludu Zachodniej Białorusi i Ukrainy oraz bankructwie państwa polskiego. Treści te powielano m.in. na plakatach i ulotkach drukowanych w tych dniach.

Z archiwum IPN: http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/203/1572/

Stalin – państwowy morderca

   Eugeniusz Duraczyński: Stalin. Twórca i dyktator supermocarstwa

Nakładem wydawnictwa Bellona ukazała sie monumentalna biografia Józefa Stalina autorstwa prof. Eugeniusza Duraczyńskiego. Książka jest owocem wieloletnich badań tego uczonego nad fenomenem Stalina, któremu w sukurs przyszła rzadka sposobność, jaką była sześć lat trwająca misja stałego przedstawiciela Polskiej Akademii Nauk  przy Rosyjskiej Akademii Nauk (stanowisko to zostało utwor­zone w 1995 r. w wyniku porozu­mienia władz obu Akademii). Duraczyński miał duże szczęście, bo dzięki temu udało mu się dotrzeć do zasobów, do jakich nie dotarł wcześniej żaden inny badacz spoza strefy języka rosyjskiego.

W nocy z 24 na 25 lutego 1956 r. przywódca ZSRR Nikita Chruszczow wygłosił w czasie XX Zjazdu KPZR tajny referat „O kulcie jednostki i jego następstwach”. Poddał w nim ostrej krytyce swojego poprzednika, a więc Józefa Stalina i stworzony przez niego system zbrodni, wywołując wstrząs w świecie komunistycznym. Jak pisał prof. Leszek Kołakowski „następca Stalina oznajmił partii, a rychło całej kuli ziemskiej, że wczorajszy wódz postępowej ludzkości, natchnienie świata, ojciec narodu radzieckiego, wielki koryfeusz nauki, największy geniusz militarny i największy geniusz w dziejach w ogólności był mordercą milionów, oprawcą, paranoikiem, a przy tym nieukiem w sprawach wojskowych, który doprowadził państwo sowieckie na skraj przepaści”. Chruszczow oskarżał Stalina o wymordowanie tysięcy członków partii, powszechne stosowanie terroru, budowanie kultu własnej osoby i pychę. Nazywał go też państwowym mordercą. Słowa Chruszczowa były wstrząsem dla wszystkich uczestników XX Zjazdu KPZR, w tym również dla towarzyszy z zagranicy, którzy się w Moskwie bardzo licznie stawili. Wstrząsem, ale i ulgą, gdyż Chruszczow powiedział na głos to, o czym mówiło się w wielu kręgach już za życia Stalina, lecz obawa o własne życie skutecznie sznurowała wszystkim usta.

Tym, co najcenniejsze w tej książce, jest z pewnością ukazanie procesu narodzin stalinizmu i kultu Stalina. Biografia nie przynosi jakichś szczególnych odkryć, czy zaskakujących nieznanych faktów. Oczywiście widzimy drogę, jaką Dżugaszwili przeszedł w drodze na Kreml, widzimy jak izolowane na arenie międzynarodowej pierwsze państwo komunistyczne przeradza się w potworną i zbrodniczą machinę, ale widzimy przede wszystkim mechanizmy, które doprowadziły do powstania stalinowskiej tyranii i jej krzepnięcia.Widzimy zaszczutych i bojących się własnego cienia ludzi, którzy – bądź zbiegiem okoliczności, bądź drogą rozmaitego poplecznictwa – znaleźli się w najbliższym otoczeniu Stalina. I przede wszystkim dociera do nas jedno niepokojące przekonanie, że wciąż, mimo ogromu zbrodni i milionów ofiar, postać ta ma całkiem sporą liczbę entuzjastów. Rzecz nie do pomyślenia przy pochylaniu się nad biografią Hitlera. Jak podaje Duraczyński, ponad połowa dorosłych Rosjan uważa, że Stalin zrobił więcej dobrego niż złego dla Rosji, a 36% młodych ankietowanych (do 35. roku życia) jest przekonanych, że zasługi Stalina, tzn. uczynienie z ZSRR światowego mocarstwa, czego nie udało się osiągnąć  poprzednikom (również z okresu caratu), rozgrzeszają jego błędy.  Dodajmy, że  mocarstwo to władało politycznie i mentalnie znacznie szerszym terenem niż  wynikało to z obowiązujących granic. Stalinowskie matryce odciskały bowiem swoje kopie na wszystkich kontynentach, a i polską ziemię i polskie umysły dość skutecznie głęboko rozorały…

Książki Duraczyńskiego nie da się ot tak przeczytać i odstawić na półkę. Historia, owa nauczycielka życia, uczy, że niczego nie należy być pewnym. A z pewnością nie należy być pewnym tego, że podobny koszmar, jaki stał się udziałem mieszkańców imperium sowieckiego, nie powtórzy się już nigdy więcej. Dopóki władza utrzymywać się będzie dzięki wzbudzaniu strachu wśród obywateli, wzmacnianiu opresyjności prawa, a przy tym przy zastosowaniu mechanizmów okłamywania i stępiania wrażliwości społeczeństwa, nie możemy mówić, że stalinizm to li tylko upiór z przeszłości.

Wojciech Stańczyk

 

%d blogerów lubi to: