Category Archives: Wołyń i Małopolska Wschodnia

ARCHIWALIA NA DZIŚ: Trzynasty punkt Wilsona

ScreenShot026„Należy utworzyć niepodległe państwo polskie, które musi zawrzeć w sobie   obszary niewątpliwie przez ludność polską zamieszkałe. Państwo to musi posiadać wolny dostęp do morza, jego niezawisłość gospodarczą i nietykalność terytorjalną należy poręczyć układem międzynarodowym”.

(punkt 13. Czternastu Punktów Wilsona)

Thomas_Woodrow_Wilson,_Harris_&_Ewing_bw_photo_portrait,_1919

Prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson

Za cztery lata minie dokładnie setna rocznica orędzia Woodrowa Wilsona, prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w pamiętnym orędziu 8 stycznia 1918 roku podał utworzenie Państwa Polskiego jako jednego z warunków zawarcia pokoju po I Wojnie Światowej. W miesiąc później uściślił go dokładniej w kolejnym przemówieniu. „Polska niepodległa, utworzona ze wszystkich graniczących ze sobą ludności polskich, jest sprawą układu europejskiego i naturalnie musi być przyznana”. Pamiętne „14 Punktów” gwarantowało przywrócenie niepodległej Rzeczpospolitej, ale w istocie nie precyzowało o jakie ziemie chodzi, którędy mają przebiegać granice. Irena Pannenkowa, znana działaczka niepodległościowa związana z nurtem chrześcijańsko-narodowym, dziennikarka i współtwórczyni Narodowej Organizacji Kobiet, w swej książce pt. „Punkty Wilsona a Galicja Wschodnia” (wyd. 1919 ) , z dużą swadą i swobodą nakreśliła jak – według niej – niepodległa Polska powinna wyglądać. Z pewnością dostrzeżemy w tym dużo radykalizmu, ale musimy pamiętać, że wciąż toczył się spór o kształt granic, że wciąż trwały walki o ustalenie granicy polsko-ukraińskiej, a od wschodu ciągnął bolszewicki najazd.

Zatrzymać germański militaryzm

Tragiczny wymiar I Wojny Światowej, bezmiar zbrodni i po raz pierwszy w dziejach tak szeroki front walk, połączony z użyciem nowych rodzajów broni, jest dla Pannenkowej wskazówką, by w taki sposób zabezieczyć pokój światowy (używa określenia pacyfikacja świata), by już więcej nie doszło do odrodzenia się pruskiego i austriackiego militaryzmu. Wojna  – pisze Pannenkowa – obaliła różne dawne sztuczne „tytuły prawne” do władania państwowego na danem jakiem terytorjum. Jasną jest bowiem rzeczą, że upadek Niemiec i Austrji symbolizuje niejako upadek haseł, pod któremi państwa te rosły i potężniały, a więc zarówno krzyżacko – pruskiego „prawa zdobyczy”, Bismarkowskiego rozstrzygania „idei” wieku „krwi i żelazem” jak i austryackiego prawa „dynastyczno – sukcesyjnego” oraz Metternichowskiego ,,divide et impera” — tych wszystkich haseł faszywych, sztucznych i nawskróś niemoralnych bo podporządkowujących interesy i potrzeby całych narodów egoistycznym interesom i dążeniom jednej panującej kasty — bądź militarnej bądź urzędniczej — względnie nawet jednej panującej rodziny”.

Pannenkowa nie była w swym antygermanizmie odosobniona. Trudno się temu dziwić, by działaczka niepodległościowa, z dnia na dzień stała się zwolenniczką pojednania i okazania Niemcom jakiejkolwiek litości czy wyrozumiałości. Co więcej przestrzega przed tym i zauważa, że świat nie powinien wyrazić jakiejkolwiek zgody na obudzenie się germańskiego militaryzmu.  „Zapewnienie ładu, spokoju i bezpieczeństwa świata, a zwłaszcza Europy w szczególnoci wobec możliwych prób odwetowych ze strony pokonanej już wprawdzie i upokorzonej, ale duchowo wciąż jeszcze nie przemienionej, materialnie mimo klęski chwilowej — wciąż jeszcze zasobnej i groźnej — potęgi świata germańskiego,  leży w interesie ludzkości”. Czyż trzeba dodawać jak bardzo te wypowiedziane w 1919 r. słowa okazały się być prawdziwe?

Polskie prawa do Galicji Wschodniej

Pannenkowa podnosząc kwestię granic odrodzonej Rzeczpospolitej koncentruje się rzecz jasna na granicy wschodniej, która wciąż nie była pewna, a o której przebieg Polska musiała walczyć z bronią w ręku.  Stawiając pytanie, co Wilson miał na myśli mówiąc o ziemiach zamieszkałych przez ludność polską, które miałyby być podstawą nowego odrodzonego państwa, odpowiada: „najuczciwszą i najściślejszą zarazem interpretacją formuły Wilsona będzie ta, która weźmie słowa jego poprostu, w tem znaczeniu, jakie one faktycznie posiadają, nic im nie ujmując i nie dodając. Otóż wyrazy „obszary niewątpliwie zamieszkałe przez ludność polską”, nie znaczą nic innego, jak „obszary, na których niewątpliwie mieszkają Polacy”, a — nikt zaś nie zaprzeczy, że w Galicji wschodniej niewątpliwie mieszkają Polacy”.  Wydawałoby się, że to dość prostolinijna i banalna refleksja, ale w owym czasie miała ona zasadnicze znaczenie. Słowa Wilsona interpretowano bowiem różnie. Jedni optowali za kryterium terytorialnym, inni historycznym, inni jeszcze za etnograficznym. Pannenkowa twierdzi, że w każdym tych kryteriów, by je zastosować jako jedyne, „stworzymy organizm państwowy nieżywotny, słaby, niezdolny do zachowania pełnej samoistności gospodarczej i politycznej, niezdolny zatem także, a przynajmniej niezupełnie
zdolny, do spełnienia tych zadań, jakie w myśl dążeń koalicji i całego świata cywilizowanego odbudowane państwo polskie spełnić jest powołane”.

A co z ludnością rdzennie nie polską? Jakie otrzymała by prawa? Czy aby na pewno odrodzona Polska miałaby być dla obcych narodowości spełnieniem ich dążeń. Pannenkowa zauważa, że są w Europie kraje, które w kwestiach etnograficznych są w dużo gorszym położeniu, a charakter tych podziałów jest „o wiele poważniejszy i trudniejszy do rozwiązania niż kwestia ruska w Polsce”. Jako przykład podaje kwestię niemiecką w Czechach, bretońską, baskijską i alzacką we Francji oraz flamandzką w Belgii. Dlaczego zatem Polska, sławna z tolerancji i pokojowego współistnienia wielu narodowów, nie miałaby „związać bratniego szczepu ruskiego ze sobą węzłem serca i kultury?” W przekonaniu autorki objęcie polskimi granicami i polską troską ludności ruskiej w Galicji jest strategicznie ważne dla Europy. Lud ruski w Galicji jest – jak pisze – w wielkiej masie analfabetyczny, a więc niedostępny jeszcze wpływom wyższej kultury i w swej narodowości wogóle nieuświadomiony, co czyni go „wdzięcznym i podatnym materiałem dla haseł agitacyjnych o charakterze demagogiczno—bolszewickim”. W obliczu zagrożenia, jakim jest bolszewizm nie powinno się do tego dupuścić, zwłaszcza że ukraińscy nacjonaliści chcą nastawić ich negatywnie wobec Polaków. To bowiem Polacy – jak wmawiają im prowodyrzy – posłali ich na wojnę, to Polacy wieszali ich za zdradę i to Polacy posyłali do Talerhofu (rząd austriacki umieścił tam uchodźców ruskich). Jeśli ludność ta znajdzie się w granicach cywilizacji zachodniej, stanie się to z korzyścią dla wszystkich. Nie ma zresztą powodów, jak pisze Pannenkowa, by to Ukraińcy mieli przejąć nad tymi ziemiami kontrolę.

Jak podaje autorka, na terenie Galicji wschodniej występują bowiem cztery główne grupy Rusinów: Rusini-Ukraińcy (2 mln), Rusini uważający się za Rosjan (500 tys.), Rusini uznający się za Polaków (250 tys.) i Rusini nieuświadomieni narodowościowo, stanowiący surowy materiał etnograficzny (600 tys.). Ta przewaga ilościowa jest rezultatem, wg Pannenkowej, chytrej i przewrotnej polityki Metternicha, który obrał taktykę opartą o dewizę „divide et impera”, dużo gorszą niż brutalna kapralska metoda Bismarcka czy „siła przed prawem” carów rosyjskich. Dowodem na to był nikły rezultat usiłowań pruskich, by ludność kaszubską wyodrębnić z narodu polskiego i fiasko – mimo prześladowań – rosyjskiej polityki szerzenia prawosławia, podczas gdy Austriacy potrafili doprowadzić do tego, że nawet rdzenni Polacy byli w stanie wystąpić przeciwko sobie (rabacja galicyjska w 1846 r.), co pozwoliło stłumić w zarodku mające wybuchnąć powstanie polskie przeciw Austrii.

Przestroga dla świata

„Nauka dziejów w sprawie Galicji wschodniej jest jasna i niewątpliwa,  a przestroga, z niej wynikająca, jest wymowna – czytamy w książce. – Czy ludzie, którzy dziś na kongresie pokojowym tworzyć mają nowy porządek świata, potrafią z niej wycignąć konsekwencję? Na to pytanie musi dać odpowiedź rozum polityczny Europy”. I trudno nie przyznać autorce racji.

Wojciech Stańczyk

05_Pannenkowa

Irena Pannenkowa (ur. 4 listopada 1879 w Warszawie, zm. 10 października 1969 w Górze Kalwarii) – działaczka niepodległościowa, dziennikarka, doktor filozofii.  Należała Związku Odrodzenia Narodu Polskiego, a także do Związku Walki Czynnej. W latach I wojny światowej współpracowała z Departamentem Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego, na którego czele stał Władysław Sikorski. W latach 1918-1919 zaangażowana w obronę przynależności Galicji Wschodniej do Polski. W 1919 r. współorganizowała Narodową Organizację Kobiecą. Przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą” Stanisława Strońskiego, gdzie pisała o stosunkach Polski z sąsiadami, Górnym Śląsku, Śląsku Cieszyńskim, Gdańsku i Kresach wschodnich. Publikowała również „Warszawiance”, „Tygodniku Ilustrowanym”, „Bluszczu”, „Kurierze Warszawskim”.  W czasie II wojny światowej więziona na Pawiaku,  Ravensbrück, Majdanku oraz Oświęcimiu. Zmarła w zakonnym przytułku w Górze Kalwarii. Spoczywa na Powązkach.

Reklamy

Wołyń 1943

11 lipca 1943 roku rozpoczęła się masowa akcja przeciwko ludności polskiej przeprowadzona przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu, która przeszła do historii pod mianem rzezi wołyńskiej.Okrutna, nie mająca precedensu krwawa masakra, dokonana w bestialski i niegodny człowieka sposób. Co takiego stało się, że na styku kilku kultur pokojowo współżyjących ze sobą od wielu wieków, doszło do tak drastycznych wydarzeń? Czym zawiniły tysiące prostych polskich rodzin rozsianych po mniejszych lub większych wioskach Wołynia, że stały się ofiarami barbarzyńskich zbrodni? Na półkach księgarń przybywa pozycji poświęconych tej tematyce. Warto zwrócić uwagę na dwie z nich: „Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947″ Grzegorza Motyki (Wydawnictwo Literackie) oraz „Wołyń 1939-1944. Historia, pamięć, pojednanie” Władysława Filara (Oficyna Rytm).

Autorzy bardzo wnikliwie podjęli się analizy tematu, choć różnią się w ocenach i kwalifikacjach tych wydarzeń. Prof. Władysław Filar stoi na stanowisku, że terminy „spór polsko-ukraiński”, „walki bratobójcze”, „wojna domowa”, z jakimi można się zetknąć w ukraińskich mediach, to dezinformacja mająca na celu wybielenie OUN i UPA. Jego zdaniem, takie interpretowanie wydarzeń nie przyczynia się do naświetlenia źródeł akcji antypolskiej ani jej motywów. Nie sprzyja też prawdziwemu pojednaniu. Dr Grzegorz Motyka jest z kolei zwolennikiem zostawienia Ukraińcom szerszego pola do rozliczenia się z własną przeszłością. To stanowisko niektóre środowiska kresowe odczytują jako niepotrzebny ukłon w stronę wschodnich sąsiadów.

   Władysław Filar: Wołyń 1939-1944. Historia, pamięć, pojednanie

W. Filar to wołyniak, były żołnierz 27 Dywizji Wołyńskiej Armii Krajowej, profesor historii wojskowości, autor ponad 120 publikacji historycznych i wojskowych. Jest jednym z organizatorów seminariów historycznych „Polska – Ukraina: trudne pytania” (1996 – 2001), a także współautorem prac poświęconych działalności Armii Krajowej na Wołyniu, obronie Przebraża oraz rzezi wołyńskiej.

„Wołyń 1939-1944. Historia, pamięć, pojednanie” jest w dużej mierze pracą biograficzną, podróżą w czasie – powrotem w rodzinne strony, które autor jako dziecko był zmuszony opuścić (wzruszający opis spotkania z dawnymi sąsiadami w rodzinnych Iwaniczach). Prof. Filar przypomina, że w swych politykach względem ludności ukraińskiej zarówno Sowieci, jak i Niemcy, grali antypolskimi hasłami. Miało to znaczenie propagandowe oraz ukierunkowało naturalny gniew podbitej ludności na osoby trzecie. U Sowietów utożsamianie tzw. polskiego jarzma z pojęciem Polski i Polaków wytwarzało atmosferę wrogości Ukraińców do wszystkiego, co polskie. Polacy byli wrogami klasowymi, wyzyskiwaczami, którzy przez wieki odzierali miejscową ludność z ich tożsamości narodowej, religii i języka. Niemcy z kolei wykorzystywali ten antagonizm do wzmocnienia represyjnej polityki względem Polaków, oddając w tym zakresie bardzo duże pole do popisu ukraińskim nacjonalistom, w których ręce przekazano nadzór administracyjny i policję. Rozpoczęli oni zakrojoną na dużą skalę agitację antypolską wśród ludności ukraińskiej w ramach przygotowań do „rewolucji narodowej”, mającej doprowadzić do niepodległej Ukrainy. Nawiązywano do tradycji buntów chłopskich i powstań kozackich w XVII–XVIII w., wskazując na Polaków jako głównych wrogów stojących na drodze do niepodległej Ukrainy. Skutki propagandy dość szybko stały się widoczne. Pojedyncze skrytobójcze morderstwa na Polakach zatrudnionych w administracji rolnej i leśnej, zaczęły się już w 1942 r.

Od 11 do 13 listopada 1942 roku miała miejsce pierwsza masowa zbrodnia w kolonii Obórki (gm. Kołki, pow. Łuck) popełniona na ludności polskiej przez policję ukraińską, w której zginęło 37 Polaków (w tym kobiety i dzieci). Masakry dokonano za pomoc udzielaną ukrywającym się Żydom. W niedługim czasie po tym wydarzeniu nacjonaliści ukraińscy przystąpili do eksterminacji ludności polskiej. Zapoczątkowała ją rzeź mieszkańców polskiej kolonii Parośla (gm. Antonówka, pow. Sarny) 9 lutego 1943 roku, gdzie zamordowano 149 Polaków (bez względu na wiek i płeć) oraz 6 przebywających tam Rosjan. Zbrodni dokonała banderowska sotnia pod dowództwem Korziuka Fedira „Kory”, podszywająca się pod sowieckich partyzantów. Od marca 1943 r. tworzone bojówki i oddziały nacjonalistów ukraińskich przystąpiły do systematycznego i planowego oczyszczania Wołynia z ludności polskiej. Terror i masowe rzezie narastały stopniowo wraz z rozwojem zbrojnych bojówek i oddziałów nacjonalistów ukraińskich. Początkowo były to zabójstwa pojedynczych osób i ich rodzin oraz Polaków z małżeństw mieszanych, potem nastąpiły rzezie całych rodzin polskich we wsiach, w których Ukraińcy stanowili większość, a w końcu napady z zaskoczenia i rzezie objęły mniejsze osady i wsie polskie.

Filar wspomina o rozpaczliwej misji poety Zygmunta Rumla, zwanego Baczyńskim Kresów, oficera Batalionów Chłopskich, któremu 10 lipca przypadła ostatnia próba porozumienia się z Ukraińcami. Wraz z innym oficerem Krzysztofem Markiewiczem oraz woźnicą Witoldem Dąbrowskim dotarli do wsi Kustycze, gdzie jednak, zamiast rozmów spotkała ich śmierć. Rozerwano ich końmi nad pobliskim jeziorem. Widok krwi tryskającej z ciał upełnomocnionych do rozmów oficerów polskiego Podziemia zadziałał jak nasączony benzyna lont. Rozpoczęła się rzeź…

   Grzegorz Motyka: Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947

Grzegorz Motyka, w odróżnieniu od Władysława Filara, nie pisze z pozycji osoby dramatem wołyńskim doświadczonej. To książka wyważona w opiniach, ale w żadnym elemencie nie relatywizująca zbrodni ukraińskich nacjonalistów, co pracom tego naukowca pewne środowiska niesłusznie przypisują, uważając go nadto za gloryfikatora UPA.Ciężko znaleźć potwierdzenie dla tych tez, co więcej, jest to raczej polemika z tezami ukraińskiej historiografii, która zwalcza mówienie o wydarzeniach na Wołyniu jako o zbrodni ludobójstwa.

Motyka nie zgadza się z twierdzeniem, że na Wołyniu i w Galicji Wschodniej doszło do równorzędnej wojny partyzanckiej, a pacyfikacjom podlegały tylko wioski bronione przez silne formacje zbrojne. Taka narracja, zdaniem Motyki, to zaciemnianie faktów. Utrwalając takie tezy czytelnikowi trudno się będzie zorientować,  że była to – zorganizowana na niespotykaną w XX wieku skalę – krwawa i ludobójcza czystka etniczna. Motyka sprzeciwia się też innej „prawdzie”, czyli powszechnym twierdzeniu, że mordy Polaków na Wołyniu były przejawem buntu ludowego wywołanego długoletnią polską dominacją i poczuciem krzywdy. Tymczasem, mordy były organizowane przez OUN-UPA. Co więcej, UPA mobilizowała i przymuszała ludność ukraińską do udziału w nich, nawet grożąc śmiercią. Autor polemizuje też z tezą o sowieckiej prowokacji, również w ukraińskiej literaturze lansowaną. Według tego scenariusza czerwoni partyzanci podszywający się pod UPA mieli napadać na polskie wsie, co z kolei wywoływało polski odwet. Sowiecka partyzantka pomagała natomiast przetrwać polskim placówkom samoobrony atakowanym przez UPA. Wreszcie odrzuca też twierdzenia o odwetowym charakterze zajść, do których miało dojść na skutek rzekomego wcześniejszego zabijania Ukraińców na Lubelszczyźnie. Do takich aktów rzeczywiście dochodziło, ale działo się to m.in. pod wpływem tragicznych wieści z Wołynia.

Książka Motyki, co widać w samym jej tytule, traktuje Rzeź Wołyńską jako jeden z elementów trudnych relacji polsko-ukraińskich. Czy tragiczne wydarzenia na Kresach mogły mieć jakiś wpływ na  wybuch i przebieg Akcji „Wisła”, co autor stara się sugerować? W sensie politycznym na pewno nie, gdyż Akcja „Wisła” była zbrodnią komunistyczną. Fakt, że dotknęła ona środowiska banderowców nie miał tu znaczenia. Trudno jednak przypuszczać, by tak nieodległe wydarzenia, nie odcisnęły piętna w ludzkich sercach i umysłach.

Wojciech Stańczyk

%d blogerów lubi to: