Archiwa blogu

Mark Felton „Polowanie na Ostatnich Nazistów”

feltonTemat ścigania zbrodniarzy nazistowskich został opisany w światowej literaturze setki razy. Książka Marka Feltona „Polowanie na Ostatnich Nazistów” nie jest zatem jakimś novum, ale i inny wydaje się był zamysł autora. Nie epatować szczegółami ze zbrodniczej działalności oprawców, poza suchymi faktami jakiego typu są im stawiane zarzuty, gdzie dopuszczali się tych zbrodni i ile istnień ludzkich mają na sumieniu, ale ukazać jak wielu z nim udawało się (i udaje się do dzisiaj) ujść przed wymiarem sprawiedliwości. Podstawowy dylemat podnoszony przez autora, a ma on zastosowanie również w Polsce (wobec komunistycznych oprawców), to czy stawiać pod sąd ludzi starych i ciężko chorych? Felton jest raczej przeciwnikiem litowania się nad nimi, opowiada się po stronie tych, którzy sprawiedliwość i nieuchronność kary za udział w zagładzie, traktują z największą powagą. Czy Demaniuk i inni opisani przez niego oprawcy mieli w sobie tego typu odruchy?

Antoni Kępiński, w eseju „Rytm życia” (książka wydana po raz pierwszy w latach 60. XX w.), zadał dwa fundamentalne pytania. Pierwsze z nich to, czy w przyszłości, dla określenia współczesnych mu czasów, będzie się mówiło wiek Einsteina, cybernetyki, lotów w kosmos, czy raczej wiek Oświęcimia, Majdanka i Buchenwaldu? Drugie zaś,  czy zbrodniarze wojenni, zatrudnieni w realizacji masowej zagłady, byli zwyrodniałymi sadystami, czy też zwykłymi ludźmi, którzy w innych warunkach byliby „normalnymi obywatelami”? Co na to Felton?

Niestety, ale totalitaryzm niemiecki i zagłada wielu milionów ludzi różnych ras i narodowości, wyparły ze świadomości ogółu  pozytywne dokonania XX w. Widać to w programach telewizyjnych, widać to w kinie, widać to w księgarniach. Wspaniałe (polecam przy okazji) książki Dominque’a Lapierre’a o odkrywaniu wirusa HIV i rywalizacji między francuskimi i amerykańskimi naukowcami czy o Kalkucie i działalności Matki Teresy ustępują pod naporem literatury poświęconej zbrodniom hitlerowskim i – szkoda, że w mniejszym stopniu – stalinowskim. Z dużo większym zainteresowaniem wydawców, księgarzy i czytelników spotykają się biografie Hitlera, Goebellsa i Goeringa, niż wspomnianego już Einsteina.

Odpowiedź na drugie pytanie jest trudniejsza. Kępiński pisał te słowa gdy znakomita większość sadystycznych strażników i strażniczek beztrosko przemieszczała się po świecie, gdyż polowano – z różnym skutkiem – na dużo większe ryby, które wymykały się „szczurzymi” kanałami do Ameryki Południowej, Syrii czy Egiptu, przybierając nową tożsamość i przepadając bez wieści.  Losy zbrodniarzy i zbrodniarek, zarówno grubych ryb, jak i płotek, układały się różnie. Jak to w życiu, jedni doszli do całkiem pokaźnych majątków, inni z trudem wiązali koniec z końcem. Jedni umierali nagle, niektórzy ciężko chorowali, jeszcze inni dożywali błogo starości. Jedni mieli szczęście w miłości, innym go bardzo brakowało, jeszcze inni stawali się ofiarami rozmaitych rodzinnych konfliktów. Najlepszym przykładem są losy najgłośniejszych zbrodniarzy: koordynatora Planu Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej Adolfa Eichmanna, „Anioła smierci” z Auschwitz, czyli Josepha Mengele oraz komendanta Treblinki Franza Stangla. Eichmann walczył z problemami finansowymi, samotnością i odosobnieniem, Mengele wiódł szczęśliwe życie udzielając sie towarzysko, zaś Stangl został wydany przez byłego zięcia sfrustrowanego rozpadem małżeństwa. Na każdego przyszedł jednak koniec. Pochwycony w Argentynie, a następnie sądzony przez izraelski wymiar sprawiedliwości Eichmann, proszący w ostatnim słowie Żydów o wybaczenie, został skazany na śmierć, Mengele, który uważał, że swoimi czynami raczej pomagał ludzkości zmarł na tak serca podczas beztroskich wakacji, zaś Stangl – w odruchu litości niemieckich sądów skazany jedynie na dożywocie – umarł w więzieniu  uprzednio udzielając obszernego wywiadu dziennikarce.

Nie jest być może łatwo przesłuchiwać schorowanego starca, ale częstokroć okazywało się, że miłosierni sędziowie, kierując się ludzkim odruchem, skazywali z tego powodu bez orzekania kary czy stosując ją w zawieszeniu. Liczne były też przypadki zwalniania z więzień. Luise Danz, strażniczka obozowa z Płaszowa, Majdanku i Malchow, skazana w procesie oświęcimskim (1946) na dożywocie, wyszła na wolność po dziesięciu latach. Przez dalsze 40 lat wiodła spokojne życie, aż ponownie trafiła pod sąd za zbrodnie na dzieciach w obozie Malchow. Uniknęła kary z racji zaawansowanego wieku i złego stanu zdrowia. Od czasu tego orzeczenia mija 17 lat, ale Luise wciąż żyje. Takich przykładów jest mnóstwo. Czy odruch litości, jak najbardziej ludzki, to właściwa postawa wobec sadystycznych oprawców? Obserwując powojenne losy wielu nazistowskich zbrodniarzy można odnieść wrażenie, że nie wszystkie kraje były dostatecznie zdeterminowane w ich ściganiu, że w pewnym momencie uznano tę sprawę za zbyt odległą, by się nią z należytą starannością i powagą zajmować. W końcowym rozdziale książki, zatytułowanym „Nadzieja”, Felton przytacza oświadczenie Efraima Zuroffa z Centrum Szymona Wiesenthala, najbardziej bezkompromisowej instytucji ścigających zbrodniarzy nazistowskich, że z ich strony jednak nigdy nie będzie spowolnienia starań. „Przynajmniej kilku nazistowskich morderców stanie jeszcze przed sądami, wbrew dość rozpowszechnionego założenia, że jest już za późno, aby ich oddać w ręce sprawiedliwości” – mówi cytowany Zuroff.

Wojciech Stańczyk

mark-feltonMark Felton jest brytyjskim naukowcem i pisarzem. Pochodzi z Colchester, Essex. Przez 8 lat mieszkał w Chinach, gdzie wykładał na uniwersytecie Fudan.  Jest autorem kilkunastu książek poświęconych tematyce II Wojny Światowej.

Reklamy
%d blogerów lubi to: