Archiwa blogu

Wojny Mussoliniego

W jednym z odcinków kultowego serialu „Jak rozpętałem II Wojnę Światową” główny bohater, Franek Dolas, ląduje nagle w sercu włoskiej jednostki wojskowej. Przekaz filmowy życia żołnierskiego w tym obozie jest prosty: bałagan, brak zorganizowania i rozpowszechniona prostytucja.Taki obraz sił zbrojnych Italii, wykreowany jeszcze przez alianckich propagandystów, przetrwał do dzisiaj. Tymczasem rzeczywistość była zupełnie inna.  Włosi prowadzili zaawansowany program nuklearny (z planem zrzucenia ładunku jądrowego na Nowy Jork włącznie), mieli niekonwencjonalne metody walki oraz doskonały sprzęt wojskowy własnej produkcji. Frank Joseph, znany amerykański autor specjalizujący się w tematyce historyczno-wojskowej,  przekonuje, że wcale nie było tak, że Mussolini był kulą u nogi Hitlera. Był pełnoprawnym partnerem. Hitler doceniał jego umiejętności, w tym strategiczne myślenie, miał też bardzo dobre zdanie na temat włoskiej myśli technicznej w zakresie uzbrojenia.

   Frank Joseph: Wojny Mussoliniego

Historię piszą zwycięzcy. Tę myśl, przypisywaną niekiedy Goebbelsowi, należałoby przywołać na wstępie i dodać do niej, że przegrani też mają prawo do tworzenia swojej. Bo książka Franka Josepha, w miarę jej zgłębiania pozostawia nieodparte wrażenie, że autor uległ czarowi Duce, a nawet stara się go wybielić. Tymczasem, i trzeba to wyraźnie zastrzec, Mussolini nigdy nie przestał być faszystą, jego rządy niemal od zarania były totalitarne i nie cofał się przed likwidacją swoich przeciwników.  Autor stara się jednak forsować myśl, że wszelkie wypaczenia oraz niepowodzenia były rezultatem niedoinformowania wodza, że do wielu niefortunnych zdarzeń mogłoby nie dojść, gdyby sztabowcy nie okłamywali Mussoliniego. Za taką akcję, której nie byłoby, gdyby Mussolini wiedział o faktycznych siłach swoich i przeciwnika, Joseph uznaje np. nieudany atak na Grecję.  Krótko mówiąc trzeba miec jednak pewien dystans do tez autora, gdyż książka jest naprawdę nieźle napisana, zawiera mnóstwo liczb i faktów, a przez to może nasunąć nie całkiem słuszne konstatacje. Trudno orzec czy zamierzone przez autora.

Reklamy
%d blogerów lubi to: